Otwarcie poniedziałkowej sesji stało pod znakiem dużych spadków tokijskiego indeksu Nikkei. W ślad za tym nastąpiła zniżka we Frankfurcie. Indeks Dax wybił się dołem z ubiegłotygodniowej półki i zbliżył się do marcowego minimum. Na tym tle nasza giełda wypadła znacznie lepiej.
Oczywiście otwarcie warszawskiego parkietu było niskie - około 1600 pkt. Jednakże szybko okazało się, że na tych poziomach nie ma już podaży. Zadziałało też chyba stare powiedzenie - "im gorzej, tym lepiej". Wobec braku akceptacji rządu Belki przez Sejm i wobec tak słabego "zachodu", pierwszy zryw kupujących odczytany został przez rynek jako sygnał do zakupów. Po pierwszej godzinie notowań WIG20 zamknął lukę bessy, a nawet osiągnął poziomy wyższe niż w piątek. Ostatecznie do końca sesji oscylował między 1630 i 1640 pkt.
Po takiej sesji waham się pomiędzy dwoma możliwościami. Albo mamy do czynienia z kompletnie wyprzedanym rynkiem, albo tez podaż dziś "odpuściła" nie chcąc generować paniki z powodu przebicia wsparcia na 1600 pkt. W Budapeszcie sesja miała analogiczny przebieg. Jednakże po niskim otwarciu BUX zdołał zaledwie domknąć lukę. WIG20 okazał się mocniejszy.
Warto odnotować zapowiedź wprowadzenia Stalexportu do indeksu od 16 czerwca. Spółka ta zachowywała się na sesji bardzo dobrze. Patrząc na mniejsze i średnie firmy trudno oprzeć się wrażeniu, że spadki się skończyły. Jednak nie można tego samego powiedzieć o dużych spółkach z WIG20. W składzie indeksu dominują banki. Pekao i BPH nie należą do tanich fundamentalnie walorów. Z drugiej strony większy popyt z zagranicy, czy ze strony OFE może spowodować odwrócenie trendu spadkowego. Dużo teraz zależy od zachowania zagranicy, a przede wszystkim niemieckiego DAX. To z gospodarką zachodnich sąsiadów jesteśmy najbardziej związani. Wędrujący po światowych giełdach kapitał ocenia nas teraz wspólnie. DAX znajduje się aktualnie tuż nad wsparciem wyznaczonym przez marcowy dołek na poziomie 3700 pkt.