Nowy tydzień na giełdach amerykańskich rozpoczął się od wyraźnego spadku indeksów. Uwaga inwestorów znów skierowała się na Irak, gdzie w zamachu zginął szef irackiej rady zarządzającej - Izzedin Sallim. Złe wieści napłynęły też z Turcji. Bomby wybuchły pod placówkami brytyjskiego banku HSBC w Ankarze i Stambule. Ponadto czynnikiem wciąż odstraszającym inwestorów od akcji jest bardzo wysoka cena ropy naftowej, co grozi zwolnieniem tempa globalnego wzrostu i pogorszeniem się wyników spółek. W takich warunkach indeks Dow Jones Industrial Average spadł wczoraj do godz. 22.00 naszego czasu o 1,07%, a wskaźnik Nasdaq Composite stracił 1,45%. W dół poleciały przede wszystkim akcje spółek transportowych, którym szkodzą wysokie ceny paliw. Najmocniej staniały przed południem walory linii lotniczych Continental Airlines, bo o 3,8%. Taniały też papiery firm branży telekomunikacyjnej - Lucent Technologies (-6,1%) i Nortel Networks (-7,5%), które oskarżane są przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) o nieprawidłowe księgowanie przychodów i grożą im kary finansowe.
Czołowe giełdy europejskie zakończyły poniedziałkowe notowania na dużym minusie. Podobnie jak za Atlantykiem spadały przede wszystkim kursy akcji linii lotniczych. Dodatkowo atmosferę w tym sektorze pogorszyła negatywna prognoza British Airways, które przy okazji publikacji wyników kwartalnych zapowiedziały, że spodziewają się "ciężkiej zimy". Akcje brytyjskiego przewoźnika staniały wczoraj o 1,5%, do najniższego poziomu od początku stycznia. Kurs Air France spadł o 2,4%. Oczywiście, w defensywie znalazły się też spółki, których wyniki uzależnione są od cen ropy naftowej. I tak np. niemiecki potentat chemiczny BASF zanotował zniżkę o 1,5%, francuski producent opon Michelin o 2,5%, a jego rywal z Niemiec - Continental aż o 4,8%. Ogółem taniały jednak wczoraj akcje spółek z wszystkich sektorów. Londyński indeks FT-SE 100 spadł o 0,87%, frankfurcki DAX o 1,28% a paryski CAC-40 o 1,39%.