Już na koniec zeszłego tygodnia rynek był bardzo silnie wyprzedany. Wskaźnik Ultimate tylko kilkakrotnie osiągał tak niskie wartości, przy czym albo towarzyszył temu jakiś światowy kryzys, albo było to w środku bessy. Zasadne więc wydaje się mówienie o ekstremalnym technicznym (!) wyprzedaniu i zasłużonym odbiciu. Takie też oglądaliśmy wczoraj, tyle że otoczenie rynkowe pozwoliło jedynie na odrabianie strat, a nie zakończenie sesji na plusach. Paradoksalnie jednak, można przy tym dodać, że tak słabe giełdy zachodnie były wczoraj dla nas wręcz korzystne. Demonstracja niezależności GPW na analogiczne (znowu wywołane Nikkei i Irakiem) do zeszłego poniedziałku przeceny światowych parkietów, poprawi bowiem nastroje na kolejne sesje.
Nie oznacza to, oczywiście, kompletnej znieczulicy. Reakcja nastąpi jednak dopiero wtedy, gdy S&P500 przebije testowane teraz wsparcie na SK-200, a węgierski BUX nie obroni dołka z 10 maja zrobionego dokładnie na linii trendu wzrostowego poprowadzonej od marca zeszłego roku.
A obroni? Na razie z funduszy inwestujących na rynkach wschodzących wypływa rekordowa ilość gotówki. Dynamika spadku naszego rynku wskazuje, że też nas to dotknęło. Inwestorzy na świecie zgodnie stwierdzili, że w momencie zaostrzenia polityki monetarnej przez Fed, najbardziej ucierpią właśnie rynki wschodzące, niezależnie, ile w tym prawdy. W mojej ocenie, panika przed podwyżkami stóp przybrała ostatnio zbyt silne rozmiary, a najbliższy tydzień będzie jej odreagowaniem. W piątek zaczęły amerykańskie obligacje, wczoraj ruszył dolar, a zaraz pójdą za tym indeksy i na nasz parkiet też coś byczego kapnie. Możliwe nawet, że mieliśmy wczoraj już lukę (trzecia) wyczerpania kończącą trend spadkowy, ale nad lukę z 10 maja powrót jeszcze długo będzie zamknięty.