Środowisko ubezpieczeniowe żyje od dwóch dni wydarzeniami związanymi ze zwyczajnym zebraniem przedstawicieli (odpowiednik walnego zgromadzenia) Polskiej Izby Ubezpieczeń. Posadę miał utracić Jerzy Wysocki, który od wielu lat kieruje jej pracami. W środę cały zarząd otrzymał jednak absolutorium. W jawnym głosowaniu przeciw opowiedzieli się tylko przedstawiciele dwóch firm: Generali oraz Link4, choć poprzedzająca je dyskusja była bardzo gorąca. Powód? Poszło o pakiet czterech ustaw ubezpieczeniowych, który wszedł w życie od początku br. PIU, jako reprezentantka środowiska ubezpieczycieli, miała pilnować ich interesów przy pracach nad zmianą prawa.
Legislacyjna porażka
Okazuje się, że nie do końca się to udało. - W maju ub.r., gdy uchwalono ustawy, prezes Wysocki odtrąbił to jako sukces środowiska ubezpieczeniowego. Rzeczywiście udało się trochę ograniczyć zapędy nadzoru, ale gdy przyszło wdrażać inne przepisy w życie, okazało się, że w trakcie prac nad nimi nie dopilnowano wielu szczegółów, które odbijają się teraz czkawką - powiedział nam jeden z uczestników zgromadzenia. Jakich? - Na przykład wzywanie policji do każdej stłuczki, czy odpowiedzialność za szkody umyślne w obowiązkowych ubezpieczeniach zawodowych - wyjaśnił.
Inny z naszych rozmówców twierdzi, że właśnie "z powodu" tych legislacyjnych porażek, prezes Wysocki przegrał głosowanie nad wprowadzeniem zmian w statucie, które wzmocniłyby jego pozycję w PIU (ma popracować nad poprawkami do września).
Będą większe zmiany?