Reklama

Giełda kandydatów

Do najbliższego poniedziałku posłowie mogą zgłaszać kandydatów na premiera. Lista potencjalnych szefów rządu jest długa i każdego dnia pojawiają się na niej nowe nazwiska. Paradoksalnie jednak, wśród kandydatów zabraknąć może... premiera Marka Belki.

Publikacja: 22.05.2004 09:50

Zgodnie z konstytucją, po tym, jak rząd Marka Belki nie uzyskał wotum zaufania, nowy gabinet mogą wyłonić posłowie. Prawo do zgłoszenia własnego kandydata na premiera ma grupa co najmniej 46 parlamentarzystów. Głosowanie ma się odbyć podczas najbliższego posiedzenia Sejmu, które rozpoczyna się 25 maja.

Choć lista osób wymienianych jako potencjalni kandydaci na premiera jest wyjątkowo długa, nie wiadomo, czy ostatecznie posłowie zgłoszą formalnie choć jedno nazwisko. Od dawna jako SLD-

-owscy kandydaci na szefa rządu wymieniani byli: Jerzy Szmajdziński, dziś minister obrony narodowej, Włodzimierz Cimoszewicz, obecnie minister spraw zagranicznych, a także marszałek Sejmu Józef Oleksy. Ten ostatni jednak - jak określił to ostatnio przewodniczący SLD Krzysztof Janik - "odmówił wejścia w taki układ". Także zgłoszenie któregoś z pozostałych kandydatów wydaje się dziś mało prawdopodobne.

Przez kilka dni w mediach i sejmowych kuluarach "funkcjonował" także inny lewicowy kandydat na premiera: Tomasz Nałęcz z SdPl. Nie trwało to jednak długo i dziś także o tej kandydaturze już w ogóle się nie wspomina.

Ludowe warianty

Reklama
Reklama

"Żelaznym" kandydatem PSL na szefa rządu ma być prezes stronnictwa Janusz Wojciechowski. Nieoficjalnie mówi się jednak także o tym, że na stanowisko premiera miałby chrapkę Waldemar Pawlak, który już dwa razy szefował gabinetowi. Ludowcy nie mają jednak wystarczającej liczby głosów, aby samodzielnie zgłosić któregokolwiek z tych kandydatów. Być może dlatego właśnie pojawiają się coraz to nowsze kandydatury, wspierane rzekomo przez PSL. W czwartek wspólnym kandydatem ludowców i PiS miał być rzecznik praw obywatelskich Andrzej Zoll. Przedstawiciel RPO szybko zdementował jednak te doniesienia, mówiąc, że z profesorem nikt nie rozmawiał na ten temat.

Dzień po tym "niewypale" na giełdzie pojawiło się inne, nie mniej szokujące nazwisko. Tym razem, wspieranym przez PSL kandydatem miałby być... Roman Kluska, założyciel i były prezes Optimusa.

- Nie rozmawialiśmy ani z profesorem Zollem, ani z Romanem Kluską - dementuje Zbigniew Kuźmiuk, szef klubu parlamentarnego PSL. Według niego, informacja o tym, że kandydatem na premiera miałby być rzecznik praw obywatelskich, nie wypłynęła ani z PSL, ani z PiS. Media zaś, wymieniając w tym kontekście nazwisko Zolla oraz Kluski, robią tym ludziom krzywdę.

Przypomnijmy, że jeszcze kilka miesięcy temu Kluska miał poważne kłopoty z fiskusem. Po jego stronie stanęli wówczas posłowie PO. Ludowcy mogli więc liczyć na to, że przeciw takiej kandydaturze Platformie Obywatelskiej trudno byłoby teraz zaprotestować. Mimo to poseł PO Tomasz Szczypiński mówi, że nie wyobraża sobie kandydatury Kluski na premiera.

- Pojawianie się kolejnych, mniej lub bardziej egzotycznych kandydatur potwierdza tylko naszą diagnozę, że teraz jedynym wyjściem są wcześniejsze wybory - dodaje.

Premier nie kandydat

Reklama
Reklama

Naturalną kandydaturą wydaje się Marek Belka, lecz być może nazwisko urzędującego premiera w ogóle nie pojawi się na liście kandydatów zgłaszanych przez posłów. Zdaniem szefa SLD, "nie ma chyba potrzeby", żeby Sojusz wystawiał kandydaturę Marka Belki w drugim konstytucyjnym kroku. - Jeśli będziemy mieli w poniedziałek 231 głosów, to można by było to rozważać, ale na razie ich nie ma - powiedział w piątek Krzysztof Janik. Najwyraźniej więc SLD liczy na to, że gabinet Belki uzyska wotum zaufania w trzecim podejściu, gdy - zgodnie z konstytucją - wystarczy do tego zwykła większość głosów w Sejmie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama