Od dłuższego czasu analitycy nie mają wątpliwości, że niedługo czekają nas podwyżki stóp procentowych. Rada Polityki Pieniężnej (RPP) najpierw ostrzegła przed zmianą nastawienia w polityce pieniężnej na restrykcyjne, potem to nastawienie zmieniła. Ostatnia seria danych makroekonomicznych znacznie przybliżyła w czasie pierwszą decyzję o podniesieniu kosztów pieniądza. Ankietowani przez Reutera specjaliści są przekonani, że nastąpi ona w czerwcu lub lipcu.

W komunikacie po posiedzeniu z końca kwietnia RPP napisała, że istnieje ryzyko utrwalenia tendencji wzrostu oczekiwań inflacyjnych. W rezultacie mogłoby dojść do przekroczenia górnej granicy celu inflacyjnego. Rada nie może sobie na to pozwolić, gdyż prawdopodobne byłoby odrodzenie obaw o jej determinację w sprawie utrwalenia inflacji na niskim poziomie. Podwyżki stóp uniknąć więc się nie da - pozostaje pytanie o jej przełożenie na procesy gospodarcze.

Poprzedni cykl zaostrzania polityki monetarnej trwał rok i zaczął się w sierpniu 1999 r. Realna stopa procentowa (stopa referencyjna NBP skorygowana o wskaźnik inflacji) przekraczała wtedy 5%. Obecnie jest o ok. 2 pkt proc. niższa. Równocześnie zmiany cen na poziomie producentów, które stwarzają presję na wzrost cen konsumenckich, były zbliżone do obecnych, rosły nawet trochę wolniej. Niższa była dynamika produkcji przemysłowej. Pamiętajmy jednak, że podwyżki stóp z 1999 i 2000 r. miały głównie przeciwdziałać narastaniu nierównowagi na rachunku obrotów bieżących. Polityka schładzania gospodarki już po kilku miesiącach przyniosła efekty - najpierw spadła aktywność w sektorze przemysłowym, potem zaczęła obniżać się inflacja. Realna stopa procentowa podniosła się do rekordowego poziomu i przekroczyła 11%.

W dużym stopniu to, jak bardzo podnoszenie kosztów pieniądza wpływa na koniunkturę gospodarczą, zależy od realnych stóp. Przy obecnych oczekiwaniach inflacyjnych (prognozy na koniec roku oscylują wokół 3%) nominalne stopy musiałyby zwiększyć się do końca roku o więcej niż 75 pkt bazowych (do ponad 6%), by politykę pieniężna uznać za bardziej restrykcyjną (by doszło do zwiększenia realnych stóp). Badani przez Reutera analitycy w większości zakładają wyraźnie mniejszy wzrost. W tej sytuacji ich aktualne oczekiwania można uznać za zbyt optymistyczne i założyć weryfikację w górę. To będzie utrzymywać presję spadkową na rynku obligacji. Natomiast do momentu aż nie zaczną zwiększać się realne stopy procentowe, zaostrzenie polityki monetarnej może być neutralne dla giełdy.