W piątek indeks dwudziestu największych spółek znalazł się w pobliżu kluczowego poziomu 1700 pkt. Jest to opór nie tylko psychologiczny - na tej wysokości znajduje się górne ograniczenie okna bessy z 10 maja. Opór ten nie został przełamany. WIG20 znalazł się na rozdrożu. Jeśli w najbliższych dniach nic nie popsuje dobrej atmosfery w Warszawie i na innych światowych giełdach - możliwe będzie pokonanie oporu.

Za takim scenariuszem przemawia niski wolumen obrotu na wszystkich sesjach w tym tygodniu. Podaż zdała się wyczerpać. Złe informacje zostały zdyskontowane. Równocześnie zaczęły napływać pozytywne - jak choćby o produkcji przemysłowej w kwietniu, która wzrosła o 21%, czy sprzedaży detalicznej (wzrost o 30%). Na fali wyprzedaży dominował pesymizm co do prognozowanego kierunku ruchu giełdy. Takie podejście skłania inwestorów do sprzedaży papierów i w efekcie rynek osiąga szybko przesilenie.

W ostatniej godzinie notowań na rynku zagościły spadki. Stało się to po wypowiedzi min. Hausnera, który ostrzegł o możliwości podniesienia stóp procentowych w czerwcu. Na to nałożył się spadek DAX. W efekcie indeks oddał niemal cały dzienny wzrost. Nie oceniałbym takiego zachowania jako słabości rynku. Jest to normalna, zdrowa reakcja inwestorów, którzy nie do końca wierzą we wzrosty. Gdyby ta wiara była zbyt silna, mielibyśmy do czynienia z lokalnym szczytem.

W czasie sesji liczba otwartych pozycji na serii czerwcowej wzrosła do ponad 20 tysięcy. W końcówce sesji, kiedy rynek spadał, LOP obniżył się o ponad 1000 pozycji. Tak więc posiadacze "długich" zamykali pozycje, przede wszystkim poprzez zlecenia stop. Pierwszy atak na 1700 pkt został odparty.