Wczorajsza sesja to dowód na to, że rynek nie słucha się analityków. Inwestorzy koniecznie musieli przekonać się na własnej skórze, że luka bessy była na ten tydzień zbyt silnym oporem, by przy tak niskiej aktywności przebić nawis podaży czekający w jej obszarze. Odwrót na tym poziomie to najgorsze z możliwych rozwiązań, potwierdzające jedynie korekcyjny charakter ostatnich wzrostów, co sugerowały już wcześniej obroty. Nie sposób w tym zachowaniu nie dopatrywać się analogii do przełomu kwietnia i maja, gdy po luce bessy indeksy z kontraktami także wróciły w jej obszar, a "pocałowanie" jej początku przez indeks okazało się pocałunkiem śmierci.
Nie twierdzę jednak, że ruszymy na początku tygodnia do kolejnego, prawie 200-pkt. spadku. Taki scenariusz możliwy byłby tylko w momencie, gdyby RPP w środę podniosła stopy procentowe, do czego zachęca narastająca presja inflacyjna. Uważam jednak, że najwcześniej możliwe jest to na czerwcowym posiedzeniu, a w nadchodzącym tygodniu Rada zasłoni się małą wiarygodnością danych, związaną z unijnym zamieszaniem. Rynki przyjmą to neutralnie.
Podobnie neutralnie oceniam teraz nasz rynek. Już w ostatnim komentarzu pisałem, że wykorzystaliśmy potencjał odreagowania, a na nowy dłuższy trend wzrostowy zdecydowanie za wcześnie. Z kolei bliższe mi teraz spadki nie będą możliwe, do czasu przebicia przez S&P500 średniej 200-sesyjnej oraz porażce dopiero obronionej ponadrocznej linii trendu na węgierskim BUX. Niestety, nie zawsze na rynkach występują trendy i w ten najgorszy dla inwestorów okres teraz zapewne wejdziemy. Ryzyko niewzięcia udziału w pierwszej fazie nowego trendu jest teraz zdecydowanie mniejsze, niż szarpanie się z niezdecydowanym rynkiem.