Giorgio Armani za 21 USD kupił w Szanghaju podróbkę zegarka swojej firmy. Tak się tym zdenerwował, że postanowił część zegarków produkować w Chinach. Zamierza też do 2008 r. otworzyć tam 30 butików. - To była identyczna kopia zegarka, który sprzedajemy 5 razy drożej - przyznał Armani.
Cartier pierwszy sklep w Chinach otworzył w jednym z pekińskich hoteli w 1997 r. Za 2 lata chce tam mieć 20 butików. Prada, słynny włoski producent butów i torebek, przeznaczył 35 mln euro na otwarcie w Chinach 15 sklepów do końca przyszłego roku.
W I kw. przychody Armaniego z Chin wzrosły o 17%, prawie dwa razy bardziej niż łączne. Grupa Gucci i paryska spółka Louis Vuitton prawie 30% z 4,3 mld przychodów pozyskały z rynków azjatyckich, poza Japonią.
Producenci wyrobów luksusowych, zresztą nie tylko oni, liczą na niesłychaną dynamikę sprzedaży detalicznej w Chinach, która od kilku lat rozwija się szybciej niż w USA. I ta tendencja zapewne utrzyma się, bo dochody mieszkańców chińskich miast, a jest ich 500 mln, od 1998 r. wzrosły o 36%, a w ciągu ostatnich 25 lat aż 24-krotnie.
Niektórzy analitycy uważają, że mimo tak szybkiego bogacenia się Chińczyków, producenci podróbek dadzą sobie radę z konkurencją autentycznych wyrobów i jeszcze długo będą mogli liczyć tam na duży popyt. Również dlatego, że artykuły luksusowe są obłożone w Chinach 35-proc. podatkiem importowym i 17-proc. VAT. A chińskie podróbki są bardzo dobre. Połowa z wartych 100 mln USD fałszywych towarów przechwyconych w 2002 r. przez amerykańskich celników pochodziła z Chin. Szacuje się, że imitacje stanowią aż 7% światowego obrotu handlowego i są warte 450 mld USD rocznie.