Spór katowickiego Centrozapu z fiskusem sięga 1996 r. Firmie zarzucono wyłudzenie podatku VAT przez fikcyjny obrót radiometrami (urządzenie służące do pomiaru napromieniowania żywności).

- Uważaliśmy, że do kwoty głównej sporu niesłusznie naliczono nam odsetki - ok. 16 mln zł. Po prostu nie przewidywała tego ówczesna ordynacja podatkowa - mówi Ireneusz Król, prezes Centrozapu. - Zakwestionowaliśmy też nałożoną na nas sankcję dodatkową - około 2 mln zł. Sąd uchylił decyzje organów skarbowych i poparł nasze stanowisko - tłumaczy prezes. Oznacza to, że zobowiązania Centrozapu wobec Skarbu Państwa obniżą się z ponad 23 mln zł do ok. 5 mln zł, które stanowią kwotę główną sporu z fiskusem.

Zarząd z akcjonariuszami rozważa pociągnięcie do odpowiedzialności urzędników służb skarbowych. - Nie ma co ukrywać - ich błędne decyzje przyczyniły się do upadłości Centrozapu - komentuje I. Król.

Pod koniec kwietnia sąd ogłosił upadłość naprawczą Centrozapu. Spółka prowadzi rozmowy z wierzycielami na temat konwersji długów (ponad 150 mln zł) na akcje. Największym akcjonariuszem ma szansę zostać Stalexport, któremu spółka winna jest ok. 16 mln zł. Wkrótce Centrozap ma zamiar wznowić działalność. W restrukturyzacji spółki ma pomóc częściowa sprzedaż majątku. Niewykluczone że jesienią Centrozap powróci na GPW.