W ostatnim tygodniu rynek odreagowywał po silnych spadkach z początku maja. Na razie jednak nie zdołał podnieść się na tyle, żeby zamknąć lukę z 10 maja br. Można chyba spodziewać się podejścia rynku w górę jeszcze o kilka procent zanim zacznie się kolejna faza przeceny. Stoi to w pewnej sprzeczności z wczorajszym zachowaniem rynku; nie spodziewałbym się jednak, że indeks już teraz będzie zmierzał w kierunku 1600 pkt.
Nie da się ukryć, że przynajmniej częściowo koniunktura w najbliższych tygodniach zależeć będzie od ewentualnej akceptacji parlamentu dla rządu Belki. Wydaje się, że rynek w dużej mierze już zdyskontował uzyskanie wotum zaufania i każde inne rozwiązanie będzie dla giełdy niemiłą niespodzianką. Przy obecnych wynikach sondaży perspektywa nowych wyborów nie jest chyba najbardziej pociągająca dla inwestorów.
Przy okazji ostatnich ofert publicznych (w zeszłym tygodniu było ich pięć, co jest chyba nowym rekordem) okazało się, że gigantyczne nadsubkrypcje wcale nie gwarantują zysków nawet na pierwszych notowaniach, a prosta strategia kupowania wszystkiego, co jest dostępne na rynku, po prostu nie działa. Warto o tym pamiętać, bo na rynku pierwotnym będzie się jeszcze działo w tym roku dużo - znów nie bez wpływu na rynek wtórny.
Myślę, że kilka najbliższych tygodni da inwestorom trochę odpoczynku - spodziewam się raczej niewielkich zmian cen i mniejszych niż poprzednio obrotów. Później rynek powinien kontynuować korekcyjną tendencję rozpoczęta miesiąc temu.
Zwróć uwagę: