Przed poniedziałkową sesją inwestorzy otrzymali wiele niespójnych sygnałów. Z jednej strony, w ujęciu tygodniowym na wykresie indeksu pojawił się optymistyczny układ przypominający objęcie hossy (ew. w mniejszym stopniu formację przenikania). Z drugiej jednak, piątkowa wycieczka do wnętrza luki bessy zakończyła się dla kupujących dość sromotną klęską, a na wykresie dziennym pojawiła się świeca z długim górnym cieniem wyrażającym pośpieszną ewakuację WIG20 z obszaru 1675-1699 pkt. W obrębie wspomnianej luki znajduje się także linia głównego, rocznego trendu, z którym rynek pożegnał się na początku maja.

W obliczu tak poważnych barier, alergiczna piątkowa reakcja nie powinna specjalnie dziwić, a pytanie o przyszłość tygodniowej korekty stało się całkiem zasadne. Zniesienie miesięcznej bessy zaledwie w 23% i kapitulacja na najszybszej linii trendu stawiały popyt na początku nowego tygodnia w bardzo trudnej sytuacji. Konsekwencje pogłębienia spadków z punktu widzenia teorii Fibonacciego mogłyby okazać się fatalne. Zejście pod poziom minimum z połowy maja (1600 pkt) mogłoby przesądzić losy najważniejszego 62-proc. zniesienia półrocznej hossy i spowodować powrót do punktu wyjścia, czyli 1400 pkt.

Poniedziałkowa sesja, po której pozostała kolejna świeca z długim górnym cieniem, daje wyraz niepewności i presji podaży we wnętrzu luki. Niemniej jednak wprowadza również element uspokojenia, gdyż za piątkowym ciosem nie poszedł następny, który mógł posłać indeks "na dno". Krótkoterminowo sytuację poprawia sygnał kupna na MACD, choć należy pamiętać, że wskaźnik ten jak i pozostałe z grona "średnioterminowych", tj. RSI, ROC i Ultimate przebywają pod poziomami równowagi.

Reasumując, na najbliższych sesjach oczekiwałbym kontynuacji ruchu bocznego do momentu, gdy nastąpi konfrontacja z krótkoterminową linią trendu. Tak naprawdę czasu i miejsca na to jest bardzo niewiele i wybicie może nastąpić w każdej chwili, zaś analiza trendu, nie sprzyja posiadaczom akcji. Oni mają po swojej stronie tylko przeświadczenie, że na szerokim rynku reprezentowanym przez WIG wciąż panuje hossa. Czy to wystarczy?