Wydarzenia wczorajszej sesji każą sądzić, że koniec spadku jeszcze nie nadszedł. Nadal na rynku pojawia się spora grupa inwestorów, którzy próbują złapać dołek. Zatrzymanie zniżki w drugiej części sesji to właśnie wynik akumulacji akcji. O ile ma ona sens w horyzoncie tygodni, to wydaje się, że najbliższe dni przyniosą jeszcze przecenę.

Już pierwsza godzina notowań kontraktów, gdy sytuacja na rynku kasowym nie była znana, upłynęła pod znakiem przewagi podaży. Otwarcie rynku akcji na chwilę przerwało spadek cen. Indeks wyglądał zadziwiająco mocno. Gdy kontrakty traciły 0,9%, ten w szybkim tempie wyszedł na +0,2%. Ceny na rynku terminowym reagowały na ten wzrost z dużą powściągliwością. Wszystko za sprawą bardzo małego obrotu, jaki towarzyszył zwyżce cen na kasowym.

Ta zresztą szybko się skończyła, gdy do akcji wkroczyli arbitrażyści, chcący wykorzystać ujemną bazę. Przez chwilę wynosiła minus 10 pkt. Dalszy przebieg sesji był już dość jednostajny. Kursy spadały pod naporem podaży. Co ważne, spadkowi cen towarzyszył wzrost aktywności graczy. To tylko potwierdza tezę, że na rynku nadal panuje trend spadkowy, a ostatnie wzrosty cen to jedynie korekta.

Z technicznego punktu widzenia wczorajsza sesja wpisuje się w scenariusz kontynuacji spadków. Luka bessy z 10 maja okazała się skutecznym oporem. Próby jej zamknięcia zakończyły się porażką byków. Ta słabość kupujących została oczywiście wykorzystana przez podaż. Nowe minima trwającego już kilka miesięcy spadku wydają się tylko kwestią czasu. Akumulacja może ten proces zwolnić, ale chyba nie obejdzie się bez testu dołka. Teraz nastroje nie pozwalają jeszcze na wzrosty. Zbyt dużo inwestorów próbuje złapać dołek. Zwyżka zacznie się, gdy będą kupować tylko nieliczni, a do tego potrzebny jest strach.