Na wniosek UP i FKP przedłużono do piątku rano termin zgłaszania kandydatur na premiera. Wprawdzie SLD zadeklarowało wczoraj, że nie wycofa się z poparcia Marka Belki i nie zamierza w drugiej turze wystawiać żadnego kandydata, jednak partie te liczą, że uda im się przekonać Sojusz do zmiany stanowiska.
SLD marnuje szansę
- To dziwne, że tak duża partia jak SLD nie może się zdobyć na zgłoszenie własnego kandydata - uważa Andrzej Aumiller, przewodniczący UP. Zdaniem UP, takim postępowaniem SLD zawodzi swój elektorat oraz rezygnuje z szansy na znalezienie osoby, która mogłaby liczyć na przychylność także innych ugrupowań. A to według koalicjanta Sojuszu będzie istotne, gdy będzie trzeba przeprowadzać w Sejmie ustawy. - Nie można rządzić co chwila szukając w parlamencie poparcia - powiedział A. Aumiller. Marek Belka na razie może liczyć jedynie na głosy koalicji SLD-UP oraz warunkowe poparcie SdPl (razem 205 głosów). Jednak to ciągle za mało, aby mieć pewność, że jego rząd uzyska wotum zaufania w trzeciej turze. Dlatego zarówno UP, jak i FKP gorączkowo poszukują alternatywy dla prezydenckiego kandydata, najchętniej takiej, która mogłaby zyskać poparcie również PSL.
Poszukiwanie premiera
- To nie będzie żadna ujma dla prezydenta, jeśli spróbujemy znaleźć kogoś, kto będzie miał większe szanse od profesora Belki - uważa A. Aumiller. Według lidera UP, mógłby to być zarówno obecny minister rolnictwa Wojciech Olejniczak, jak i szef resortu obrony narodowej Jerzy Szmajdziński. - Ale nazwiska są mniej ważne, ważny jest program - dodał. Także Roman Jagieliński, przewodniczący FKP, przyznał, że "pracuje nad zebraniem odpowiedniej większości", a lista branych pod uwagę kandydatów jest długa. Jednak konkretnych nazwisk ujawnić nie chciał. Również PSL deklaruje chęć dalszych rozmów. Warunek jest jeden: SLD musi zgłosić kogoś, kto nie jest związany z obecnym rządem. - Nie zgodzimy się zarówno na Marka Belkę, jak i na nikogo z jego gabinetu - stanowczo powiedział Zbigniew Kuźmiuk, przewodniczący klubu parlamentarnego PSL.