Od końcówki zeszłego tygodnia mam do rynku neutralne nastawienie. Ostatnie sesje powinny tylko to pogłębić. W poniedziałek bowiem umocniliśmy lukę hossy, robiąc "maksa" tylko 26 pkt od piątkowego zamknięcia, a w kolejny dzień minimum wypadło 35 pkt pod piątkowym 1670 pkt. Dość wąski to obszar konsolidacji. Jeśli dodamy, że wczorajsza sesja to tylko odrobienie strat, to o ile ktoś nie miał dużo, bardzo dużo szczęścia, bezpieczniej było trzymać się poza rynkiem.
Nie znaczy to jednak, że można ostatnie sesje ignorować. We wtorek po południu rozpoczęła się bowiem bardzo wyraźna akumulacja papierów największych spółek przez niektóre fundusze. Na korzyść dla byków zmieniła się struktura obrotów, a informacje o dodatkowej podaży (minister J.Socha) zamiast wywołać panikę, zostały wykorzystane do dalszych zakupów dużymi pakietami. Można powiedzieć, że kupujący wtedy popyt miał trochę szczęścia, bo "wyciskanie krótkich" pozycji w USA mogło się zdarzyć zarówno we wtorek, jak i za tydzień.
Ale wczoraj przypadku nie było żadnego, co wyszło już na początku. Kto od kilku lat śledzi transakcje na rynku terminowym, ten natychmiast zauważył bardzo dziwne kupno setek kontraktów po otwarciu rynku kasowego. Zarówno styl, jak i sens tak agresywnego kupna budził po pierwsze zdziwienie, a po drugie przypominał, że niemal za każdym razem, gdy widzieliśmy tak dziwny popyt na rynku terminowym, wyprzedzał on dynamiczną falę zakupów na rynku kasowym. Nie musi to wcale oznaczać nielegalnych transakcji, choć wielu inwestorów natychmiast mówi o znajomych królika, lub maklerach znających rozmiary nadchodzącego popytu. Ten kto kupował kontrakty, na pewno nie grał w ciemno i na skromne 25 pkt nie liczył. Dzisiaj szykuje się atak na luki bessy. Ciekawe, jak analitycy go wytłumaczą?