- Nie powinno martwić, kiedy ceny ropy rosną za sprawą zwiększającego się popytu - stwierdził Raghuram Rajan, główny ekonomista MFW, zaproszony na seminarium do Japonii. Jego zdaniem, większe zapotrzebowanie to główny powód zwyżek, ale oczywiście zauważył też wpływ napiętej sytuacji geopolitycznej. Niemniej jednak Rajan podkreślił, że producenci ropy niebezpiecznie zbliżyli się do limitów wydobycia i nie wykluczył wystąpienia szoku po stronie podaży. - Skutki dla wzrostu byłyby bolesne - dodał.
Według najnowszych prognoz, opublikowanych przez Fundusz w kwietniu, światowa gospodarka rozwinie się w tym roku o 4,6%. W szacunkach przyjęto cenę ropy w wysokości 30 USD za baryłkę, a obecnie surowiec jest notowany o ok. 6 USD wyżej. Zdaniem Rajana, nie daje to podstaw, by MFW musiał prognozę zmieniać. Ekonomista twierdzi, że jeśli ropa będzie drożeć nadal w dotychczasowym tempie, może uszczknąć ze światowego wzrostu 0,4 pkt proc. Nieco większy negatywny wpływ wywrze na gospodarkę USA, nieco mniejszy na japońską.
Swoimi wypowiedziami Rajan lekko ostudził niepokój związany z wysokimi cenami ropy, jaki narasta w niektórych kręgach ekonomistów. W niedawnej ankiecie Reutera eksperci stwierdzili, że przy obecnych notowaniach ropy na giełdach światowych wzrost światowego PKB będzie w tym roku o 0,3 pkt proc. niższy.
Wczoraj przedstawiciel MFW odniósł się też do spodziewanego spowolnienia w gospodarce Chin i skutków, jakie może wywołać. - PKB Chin jest duży, ale nie ogromny - tym stwierdzeniem Rajan uzasadnił swoją tezę, że świat nie powinien ucierpieć na potencjalnym kryzysie za Wielkim Murem. Podkreślił, że na spowolnieniu w Chinach najwięcej mogą stracić ich azjatyccy partnerzy, ale dla gospodarek USA czy UE wpływ będzie miał raczej charakter psychologiczny. Zmniejszenie się tempa wzrostu w USA, wywołane ewentualnym kryzysem w szóstej obecnie gospodarce świata, ocenił na 0,1 do 0,2 pkt proc.