Piątkowa sesja na rynku terminowym nie należała do emocjonujących. Czerwcowa seria kontraktów na indeks WIG20 przez większość dnia oscylowała wokół otwarcia (1693 pkt.), żeby ostatecznie zamknąć się na poziomie 1692 pkt. Jeżeli spojrzeć na wykres intraday, to można zauważyć podobieństwo do czwartku. Zwłaszcza rzuca się w oczy nieudana próba wzrostu (tyle, że w mniejszej skali) w końcówce sesji. Ciekawostką jest natomiast, że w odróżnieniu od indeksu WIG20, kontrakty nie doświadczyły podciągania ku sesyjnym maksimom w ostatnich minutach.
Sytuacja na wykresie dziennym FW20M4 jest dość klarowna. Po miesiącu spadków, od dwóch tygodni jesteśmy świadkami korekty. Sądząc po trzykrotnej, nieudanej próbie sforsowania luki bessy z 10 maja br. (1696-1727 pkt.), czas byków powoli się kończy. Stąd też na najbliższych sesjach należy oczekiwać rosnącej presji ze strony podaży. Konsekwencją tego powinien być spadek do 1603-1607 pkt., gdzie strefę wsparcia tworzą minima z 29 stycznia i 17 maja br. Warunkiem koniecznym takiego ruchu jest powrót spadków na świecie. W innym razie mini-trend boczny na poziomie luki bessy będzie kontynuowany.
Na korekcyjny charakter ostatnich wzrostów wskazuje również analiza wykresu tygodniowego. Przełamana ponad roczna linia trendu wzrostowego, nie domknięta luka bessy oraz utrzymujące się sygnały sprzedaży na wskaźnikach, to elementy które w dalszym ciągu każą preferować krótkie pozycje.
Alternatywnym scenariuszem do tego przedstawionego wyżej, jest zamknięcie luki 1696-1727 pkt. W chwili obecnej prawdopodobieństwo jego wystąpienia nie przekracza 10%. Niemniej jednak należy o nim wspomnieć, a to z tego powodu, że powrót powyżej 1727 pkt otwiera drogę do kwietniowych maksimów.