Tak niskich obrotów na rynku nie było już bardzo dawno. Gdyby nie Pekao, które zanotowało 29 mln obrotu, handel na wszystkich walorach wchodzących w skład indeksu WIG20 zamknąłby się kwotą 56 mln! A dzieje się to przy indeksie będącym tuż pod oporem na 1700 pkt. Tak niska aktywność jest wynikiem wyczekiwania na powołanie rządu.
Poniedziałkowa sesja przypominała podchody i oczekiwanie na reakcję podaży. W jej efekcie byki upewniły się, że podaży nie ma. To przekonanie spowoduje dalsze ośmielenie kupujących. Sądzę, że popyt zbiera właśnie siły i środki po to, by zaatakować frontalnie 1700 pkt. Łatwiej jest potem bronić pokonanego oporu - zamieni się we wsparcie. Z drugiej strony być może intencją niedźwiedzi było właśnie sprowokowanie takiego zachowania. Niezłe zachowanie indeksów zagranicznych wydaje się tu niewystarczającym powodem do tak małej wymiany akcji na sesji.
Po spadku z poziomu ponad 1800 pkt, który został pogłębiony do 1600 pkt za sprawą zawirowań politycznych, nasza giełda jest zharmonizowana z trendami światowymi. Na rynkach zagranicznych najważniejszym czynnikiem ryzyka była w ostatnim czasie cena ropy. Wydaje się jednak, że inwestorzy zachodni, w pierwszej chwili zniechęceni do kupowania prognozami zakładającymi spowolnienie tempa rozwoju gospodarczego na świecie, w końcu przywykli do wysokich cen ropy. Podobnie u nas nie działa już negatywnie informacja, że maleją szanse na powołanie rządu.
Tymczasem biznes w kraju rozwija się. Spółki podpisują wiele kontraktów. Produkcja będzie zapewne nadal rosnąć. Do zakupów nie skłania natomiast perspektywa zwycięstwa w wyborach Samoobrony. Ta informacja jeszcze pewnie wstrząśnie rynkiem, ale nie teraz. Bardziej strachliwi sprzedali już papiery i to zapewne w dołku, bo tam doszło do dużej wymiany.
Na rynek powrócił spokój i wielu inwestorów przypomniało sobie, jaki jest kierunek głównego trendu. Machina zwyżek jest ciężka. Na rynek nadal płynie gotówka z lokat bankowych, zachęcona wzrostami rzędu kilkudziesięciu procent.