Poniedziałkowe notowania na światowych rynkach akcji przebiegły pod znakiem mniejszej aktywności inwestorów. Powodem było przede wszystkim święto w Stanach Zjednoczonych i przerwa w pracy w dzielnicy finansowej Wall Street. Ale również w Europie kilka rynków nie działało - w Wielkiej Brytanii, Danii, Grecji, Austrii, Norwegii, Szwajcarii, Szwecji i Luksemburgu.

Na tych rynkach, które wczoraj pracowały, zwracano przede wszystkim uwagę na doniesienia z Arabii Saudyjskiej. W weekend doszło tam do ataku terrorystów Al-Kaidy na osiedle pracowników zagranicznych firm naftowych. Ciąg dalszy napięć na Bliskim Wschodzie to praktycznie pewny dalszy wzrost cen ropy. Tak uważają też analitycy banków inwestycyjnych - UBS, Lehman Brothers i Goldman Sachs - którzy w ubiegłym tygodniu podnieśli prognozy cen tego surowca.

W takich okolicznościach japoński indeks Nikkei 225 zanotował wczoraj spadek o 0,7%. W Europie Zachodniej główne indeksy wzrosły, ale w górę pociągnęły je przede wszystkim spółki naftowe, takie jak włoska Eni (+1%) czy francuska Total (+0,9%). Wydarzeniem dnia był natomiast prawie 10-proc. wzrost ceny papierów francuskiego koncernu przemysłowego Alstom. Spółka, którą przed bankructwem ratuje skarb państwa, porozumiała się w miniony weekend z bankami wierzycielami w sprawie uruchomienia kolejnych linii kredytowych. O 2% wzrósł kurs Vivendi Universal. We Francji spekuluje się, że zainteresowany przejęciem tej spółki jest brytyjski operator telefonii komórkowej - Vodafone. W defensywie znalazł się natomiast włoski Fiat. Niedzielna rezygnacja dyrektora generalnego Giuseppe Morchio, w reakcji na powołanie nowego prezesa spółki, spowodowała, że kurs jej akcji spadł o ponad 2%. Paryski wskaźnik CAC-40 zyskał wczoraj 0,48%. Tyle samo wzrósł indeks DAX, mierzący koniunkturę na rynku frankfurckim, ale jak szacowali eksperci, wczorajszy handel na tej giełdzie stanowił zaledwie 10% średnich dziennych obrotów.