Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła w maju stopy procentowe bez zmian. Jak zwykle, RPP dostrzegła wiele czynników zwiększających prawdopodobieństwo dalszego wzrostu inflacji, ale jednocześnie stwierdziła, że wiele z tych negatywnych zjawisk może wynikać z wejścia Polski do UE i dlatego są one raczej przejściowe.

Uzasadnienie decyzji wydaje się potwierdzać pogląd, że RPP chciałaby jeszcze chwilę poczekać zanim ostatecznie stwierdzi, do jakiego stopnia ostatni wzrost cen został spowodowany przez czynniki przejściowe i na ile może się to przełożyć na długoterminowy trend wzrostu inflacji. W komunikacie napisano, że "dane dostępne w najbliższym czasie pozwolą lepiej ocenić siłę oddziaływania efektów przejściowych".

Pojawiają się dwa pytania: 1. Na jakie dane w szczególności Rada Polityki Pieniężnej będzie zwracała w najbliższym czasie uwagę? oraz 2. Co oznacza sformułowanie "najbliższy czas"? Czy będzie to kilka miesięcy, czy może jeden miesiąc oczekiwania? Wydaje się, że ostateczna ocena sytuacji będzie wymagać analizy danych za więcej niż jeden miesiąc po przystąpieniu do UE, dlatego też zakładałbym, że pierwsza w tym roku podwyżka stóp procentowych nastąpi w trzecim kwartale.

Jak powiedział niedawno jeden z członków amerykańskiego Banku Rezerwy Federalnej, podniesienie stóp procentowych nie jest kwestią czasu, ale kwestią danych. Z tego punktu widzenia, wydaje mi się, że dużo ważniejsze od wskaźników aktywności gospodarczej, takich jak produkcja i sprzedaż detaliczna, będą dane z rynku pracy (zatrudnienie i płace) oraz miary inflacji bazowej. Wszystko wskazuje bowiem na to, że w maju ponownie osiągnięty będzie dwucyfrowy wzrost produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Czy jednak ma to oznaczać automatyczną podwyżkę stóp procentowych już w czerwcu? Przecież zadaniem Rady Polityki Pieniężnej nie jest tłumienie wzrostu gospodarczego, ale przeciwdziałanie nadmiernemu wzrostowi inflacji. Dopóki więc wzrost popytu wewnętrznego (który wciąż jest umiarkowany) nie będzie przekładał się na wzrost cen, a jednocześnie nie będzie pozwalał producentom na przeniesie wysokich cen surowców na ceny detaliczne, dopóty RPP może spokojnie obserwować i cieszyć się z przyspieszenia wzrostu PKB. Tym bardziej że postępujące w coraz szybszym tempie ożywienie gospodarcze nie generuje na razie zdecydowanej poprawy na rynku pracy. Stąd nie należy zatem oczekiwać istotnego wzrostu presji inflacyjnej ze strony płac, których wzrost obserwowany w ostatnich miesiącach wydaje się usprawiedliwiony wysoką dynamiką wydajności pracy.

Najbliższe miesiące pokażą, czy najwyższy od kilku lat miesięczny wzrost zatrudnienia w kwietniu (0,2%) był również tylko czynnikiem jednorazowym, czy też rzeczywiście doszło już do trwałego wzrostu popytu na pracę. Z kolei, następne miesiące danych o inflacji bazowej, której cztery miary wzrosły w kwietniu powyżej 2%, będą sugerować, na ile główne źródła rosnących cen konsumenta, będące po stronie podażowej, mają szanse przyczynić się do przyspieszenia wzrostu cen innych towarów i usług, powodując nasilenie presji inflacyjnej w średnim terminie.