Jeszcze nie tak dawno wszyscy żywili zgodne nadzieje na całkiem spore obniżki stóp. Niektórzy szli o krok dalej, podejmując aktywne próby "dopingowania" RPP do bardziej odważnych decyzji: proszono, grożono, do znudzenia powtarzano, kto musi odejść. Rada jednak pozostawała niewzruszona i po serii, ostrożnych, ćwierćpunktowych obniżek odsunęła temat zmian stóp procentowych na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Tymczasem w ciągu poprzednich kilku miesięcy mogliśmy zaobserwować pewne, dość karkołomne, zjawisko: prognostyczne salto mortale. Obecnie nawet najwięksi optymiści (w tym autor niniejszego tekstu) krzywią się na samą myśl o obniżkach stóp. Temat stał się zdecydowanie niemodny. Dziś, aby być trendy, trzeba wszem i wobec głosić konieczność podwyższania kosztu pieniądza. Tendencja ta dotknęła głównie rynki, jednak można zauważyć, że w podobnym tonie powoli zaczynają wypowiadać się również niektórzy luminarze świata polityki. Niezmienna pozostała tylko stoicka obojętność Rady, która tak jak wcześniej nie paliła się do obniżania, tak teraz nie spieszy się z podwyżkami.

Z powyższej historii wyziera stara prawda, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Rynki finansowe ze swej natury są nerwowym stworzeniem. Nie będzie wielką przesadą stwierdzenie, że niekiedy ceny żywności za połowę miesiąca mogą wpłynąć na oczekiwany poziom stóp procentowych w kolejnych kwartałach. Tymczasem dane, które są ekscytujące dla rynków, z punktu widzenia polityki monetarnej mogą mieć drugo- lub trzeciorzędne znaczenie. Jak mówi ustawa o NBP: "(...) Podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP (...)". Nieco upraszczając, powyższą formułkę można sprowadzić do reguły, że należy tak obniżać stopy, by nie trzeba było ich zaraz podwyższać, oraz tak podwyższać, by nie trzeba było ich zaraz obniżać. Takiej zasadzie zaś nie sprzyja ani afektacja danymi, ani działanie pod presją badań opinii publicznej. Nic więc dziwnego, że powyższa różnica perspektyw często prowadzi do sytuacji, w której oczekiwania rynkowe czy polityczne są, mówiąc delikatnie, odległe od rzeczywistych działań monetarnych. Pamiętajmy o tym, zanim damy się porwać kolejnej fali oczekiwań.