Z pracą dla bankowców i finansistów jest w Polsce coraz gorzej. Wygląda na to, że - podobnie jak w ostatnich kilku latach - także i w tym roku ubędzie zarówno placówek, jak i miejsc pracy.
"Rok 2003 był czwartym z kolei, w którym zmniejszyła się liczba zatrudnionych w polskim sektorze bankowym. W znacznej mierze było to jednym z efektów konsolidacji, wprowadzenia nowoczesnych, scentralizowanych systemów informatycznych, rozwoju bankowości elektronicznej oraz dążenia banków do obniżenia kosztów" - informuje Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego w opracowaniu "Sytuacja finansowa banków w 2003 r. - Synteza".
Jak wynika z danych zamieszczonych we wspomnianym raporcie, ostatnie cztery lata przyniosły drastyczne tempo likwidacji miejsc pracy. Co roku pracę traciło co najmniej kilka tysięcy osób. W latach 2000-2001 co roku zatrudnienie zmniejszano o 5,4 tys. osób. W roku 2002 - już 6,9 tys. W 2003 r. zlikwidowano miejsca pracy aż 7,4 tys. osób. W efekcie, podczas gdy jeszcze w 1999 r. w bankach komercyjnych pracowało 149,6 tys. osób, to pod koniec ubiegłego roku - już 124,1 tys., czyli o 25,5 tys. mniej. "Niektóre duże banki, dążąc do obniżenia kosztów, zapowiadają zwolnienia grupowe w 2004 r." - zapowiada cytowany już raport.
Jeśli optymistycznie przyjmiemy, że tempo spadku liczby miejsc pracy będzie mniej więcej takie jak w ub.r. i założymy skalę przyrostu tempa spadku zatrudnienia analogiczne do tego z lat 2002-2003 można by przyjąć, że zatrudnienie zmniejszyłoby się ok. 8 tysięcy osób. Przy takim założeniu można więc szacować, że pod koniec 2004 r. pracę w bankach komercyjnych będzie miało 116 tys. osób, czyli o 33,6 tys. mniej niż pięć lat wcześniej. Oczywiście, dane faktyczne mogą się różnić od takiej symulacji.
W raportach oficjalnych raczej nie ma informacji o zdecydowanie trudniejszych do ujęcia liczbowego zmianach na finansowym rynku pracy. Mam na myśli np. liczbę osób, które - w wyniku zmian w sektorze - musiały zmieniać stanowiska i charakter swej pracy (co wiąże się często z obniżką płac). Dość powszechne jest zwiększanie zakresu obowiązków, oznaczających de facto wydłużenie czasu pracy (jak wynika z prywatnych rozmów - bez żadnej gratyfikacji finansowej).