Miesięczne uposażenie parlamentarzysty - Litwina wynosi 980 euro, podczas gdy za tę samą pracę jego włoski kolega otrzymuje 12 tys. euro. Wynika to z faktu, że deputowani opłacani są według narodowych stawek. Zaproponowane w grudniu wyrównanie pensji dla wszystkich członków parlamentu do poziomu 8600 euro zostało odrzucone przez Francję, Niemcy, Austrię i Szwecję. Doprowadziłoby ono w niektórych przypadkach do sytuacji, w której parlamentarzysta zarabiałby kilka razy więcej niż premier jego kraju. Niektórym dotychczas urzędującym posłom zarzuca się ponadto popełnienie oszustwa. Austriacki deputowany Hans-Peter Martin utrzymuje, że odnotował 7 tys. przypadków, w których parlamentarzyści pobierali 262 euro dziennej diety, po czym w ogóle nie pojawiali się na obradach.
Coraz większe kontrowersje wzbudza również kosztowne przemieszczanie się parlamentarzystów do unijnych instytucji w Brukseli, Strasburgu i Luksemburgu. Według "Financial Times", po rozszerzeniu Unii te wydatki wzrosną ze 169 do 203 mln euro rocznie. Bez względu na to, czy deputowany podróżuje samolotem czy pociągiem, ma prawo otrzymać z budżetu Parlamentu Europejskiego zwrot poniesionych kosztów. To, zdaniem Martina, pozwala im dorobić rocznie nawet do 40 tys. euro. Prasa europejska coraz częściej pisze o marnotrawieniu unijnych pieniędzy na owe podróże, wskazując między innymi na fakt, iż siedziba PE w Strasburgu i tak okazała się mało funkcjonalna. We wrześniu ub.r. deputowani zgodzili się kupić za 445,6 mln euro budynek, w którym gromadzą się raz w miesiącu.
- Sami deputowani próbowali zmienić system finansowania ich pracy, ale propozycje odrzucane były przez kraje członkowskie - powiedzial francuskiemu dziennikowi "Le Monde" przewodniczący unijnego parlamentu - Pat Cox. Dodał również, że starania nowych deputowanych o wyrównanie pensji są naturalne. Na samo wynagrodzenie swoich asystentów otrzymują dziś 12 tys. euro. - Kiedy odkrywasz, że twoja pensja to tylko ułamek tego, co możesz wypłacić swojej sekretarce, stajesz sie kreatywny - stwierdził.