Na rynku kontraktów niewiele się dzieje. Muszę przyznać rację Markowi Pryzmontowi, że nie warto w tej chwili zajmować pozycji. Przyznaję ją także Tomaszowi Hońdo za dobrą ocenę stanu giełdy i jej perspektyw. Jego myśl chciałbym trochę rozwinąć.

Spotykam się bowiem z opiniami, że rynek zakończył falę wzrostową i czeka nas teraz tylko kierunek w dół. A więc - 1400 pkt, czy niżej? Owszem, byłoby to możliwe, o zgrozo - bardziej możliwe - gdybyśmy spadali ze znacznie wyższego pułapu.

Bessa zaczęła się w 2000 roku. Pierwsza fala spadkowa trwała półtora roku, do dna na poziomie około 1000 pkt. Kolejne 3 miesiące trwało odreagowanie do 1400 pkt. A potem półtora roku powolnego opadania, z niewielkimi podbiciami w przedziale 1000 - 1250 pkt. Był to okres konsekwentnej dystrybucji papierów ze strony zagranicy. Podaż ta została zakumulowana przez OFE, zasilane naszymi składkami. Giełda została zupełnie zapomniana jako miejsce, gdzie można inwestować pieniądze. Coraz mniej liczni gracze byli obecni jeszcze tylko na futures. Kryzys gospodarczy dał się we znaki spółkom, z których kilka zbankrutowało, a wiele innych otarło się o upadłość. WIG20 nie oddaje tych spadków, gdyż wyrzucono z niego m.in. Elektrim, którego cena spadła do około 1 zł.

Hossa została zapoczątkowana w ub. r., jako wynik coraz większego zainteresowania alternatywnym rodzajem inwestycji w reakcji na obniżenie stóp procentowych. Okazało się nagle, że większe zyski przynosi dywidenda Pekao, niż lokata bankowa. Środki zaczęły płynąć coraz szerszym strumieniem. Nie skończyło się to jednak przegrzaniem rynku. Co prawda, strumień świeżej gotówki jest teraz mały, ale nie ma też wycofywania środków. Rynek wszedł w stan równowagi.