Wydaje się, że piątkowa sesja pokazała prawdziwe oblicze naszego rynku. Gdy cały świat zyskiwał na wartości podniesiony na duchu dobrym danymi z amerykańskiego rynku pracy, my pogłębialiśmy spadek w końcowych minutach handlu. Takie zachowanie nie wróży niczego dobrego na najbliższe sesje.

Początek notowań nie zapowiadał rewelacji. Otwarcie nie odbiegało zbytnio poziomem od zamknięcia z czwartku. Przebieg sesji miał być spokojny. Cały świat, łącznie z nami (tak przynajmniej się zdawało), oczekiwał na publikację o 14.30. O tej godzinie miał być podany raport o stanie rynku pracy w USA. Jest to ostatnio najważniejsza publikacja w miesiącu. Dane okazały się dobre i cały świat na nie zareagował. Oprócz nas. My tuż przed publikacją zanotowaliśmy nowe minimum sesji, a dobre dane nie poprawiły nastrojów.

Zakończyliśmy tydzień spadkiem. Poziom zamknięcia piątkowej świecy to raptem 1 pkt ponad jej minimum oraz 5 pkt ponad minimum całego tygodnia. Nie mamy zatem trzeciej białej świecy tygodniowej. Takie zachowanie w końcówce tygodnia sygnalizuje, że popyt przechodzi do defensywy. Widoczne jeszcze niedawno zlecenia kupna nie poprawiły nastrojów na tyle, by na trwałe wyjść nad poziom oporu wyznaczany przez luki bessy z 10 maja br. Same luki zostały zamknięte, ale nie udało się bykom utrzymać cen na tak wysokim poziomie. Można dojść do wniosku, że atak podaży w drugiej części sesji to właśnie wynik słabości popytu w krytycznych momentach. Brakowało chętnych do kupna wtedy, gdy ich najbardziej było potrzeba.

Cofnięcie się popytu oraz atak podaży sugerują powrót do trendu zapoczątkowanego w połowie kwietnia. Wydaje się, że korektę wzrostową mamy już za sobą. Potwierdzeniem tego będą sygnały sprzedaży z pokonaniem wzrostowej linii trendu na czele.