Minister finansów Andrzej Raczko przedstawił wczoraj Radzie Ministrów założenia do przyszłorocznego budżetu. Dyskusja nad nimi ma się toczyć jeszcze dziś, ale... - Przesądzone jest już, że przyjmiemy te założenia - powiedział premier Marek Belka na wczorajszej konferencji.
Przyszłoroczne wydatki budżetowe mają być o ok. 7,35 mld zł większe niż te, które zaplanowano na 2004 r. Zdaniem ministra finansów, najistotniejszym powodem ich wzrostu jest składka wpłacana przez Polskę do Unii Europejskiej. W 2005 roku mamy uiścić Wspólnocie ok. 14,9 mld zł, podczas gdy za siedem miesięcy tegorocznego członkostwa w Unii Europejskiej zapłacimy 9,5 mld zł.
O prawie 13,85 mld zł miałyby wzrosnąć dochody budżetowe. Tym samym zaplanowany na przyszły rok deficyt byłby o 6,5 mld zł mniejszy od tego, jaki zapisano w tegorocznym budżecie. Minister finansów przewiduje także na przyszły rok 5-proc. wzrost PKB (podobnie jak zaplanowano na br.) i wzrost średniorocznego wskaźnika inflacji do 2,8% (w br. ma ona wynieść 2%). Rząd liczy się we wzrostem stóp procentowych. Średnioroczna stopa interwencyjna w 2004 r. ma wynieść 5,3%, a w przyszłym miałaby wzrosnąć do 6,2%.
W opinii ministra finansów, dług publiczny, przy poczynionych założeniach, miałby sięgnąć 54,8% PKB. Zdaniem premiera Marka Belki, taką relację długu do PKB da się utrzymać tylko przy założeniu, że w pełni zrealizowane będą tegoroczne plany prywatyzacyjne, w szczególności zaś upublicznienie banku PKO BP. Wzmacniać powinna się także w tym roku nasza waluta.
Andrzej Raczko dodał, że zaplanowany na br. średnioroczny kurs złotego do euro to 4,68, a do dolara 3,82. W przyszłym roku te relacje nie ulegną, według założeń, specjalnym zmianom: PLN/EUR miałoby sięgać 4,58, a PLN/USD - 3,81.