Poważni pracodawcy Polaka za granicą chwalą. Bo pracowity, sumienny, zawsze chętny i lojalny, bo kreatywny, bo pracuje po godzinach, a do tego jeszcze specjalista dobrej klasy. Pracodawcy na świecie szukają Polaków. Ci sami pracodawcy, tyle że w Polsce, oceniają nas o wiele gorzej.
Tutaj Polacy są bardziej leniwi, mniej proaktywni i efektywni, bardziej bierni, mniej sumienni i gorzej zorganizowani.
Jak zatem wytłumaczyć fakt, że za dolary i funty pracować chce się bardziej, a za złote to już mniej? Bliskość i wszechobecność polskiej mentalności po 50 latach komunizmu? Być może, ale minęło już 15 lat nowej historii. Czy więc przez kolejne 50 lat będziemy zrzucać całą winę na karb schedy po dawnym systemie? A może czas już wziąć się do pracy w Polsce? Skoro za granicą duch komunizmu nas nie dopada, to przepędźmy go i z własnego podwórka.
Ale jak przepędzić ducha? Kluczowa wydaje się tutaj rola polskich elit menedżerskich w kreowaniu dobrych standardów pracy opartej na zaangażowaniu, pasji i profesjonalizmie. Ktoś musi dać dobry przykład przysłowiowemu Kowalskiemu, żeby przestał się lenić i narzekać. Polska kadra zarządzająca ma potencjał do przejęcia inicjatywy i przywództwa. Stworzenia nowego wymiaru i nowej wartości. Problem w tym, że sama chyba nie zdaje sobie sprawy z roli, jaką powinna odegrać, i odpowiedzialności, jaka na niej w związku z tym spoczywa.
Zarządzający mają - co oczywiste - ogromny wpływ na zarządzanych. Pracowici i proaktywni liderzy wychowują pracowitych podwładnych. Leniwi często tylko leniwych. Ci pracowici nie zawsze mają jednak chęć i cierpliwość (albo czas!), żeby zająć się wychowaniem, a szkoda.