Spółki pchają się na giełdę drzwiami i oknami. Mieliśmy w tym roku już 11 debiutów. Szykuje się następnych kilkanaście. Niektórzy mówią, że nawet kilkadziesiąt. Konkurencja rośnie. Żeby wszystkie oferowane papiery znalazły nabywców, trzeba nieźle się nagimnastykować. Między innymi przedstawić bardzo dobre prognozy wyników finansowych. Dołożyć do tego wycenę akcji, dokonaną przez biuro maklerskie, które papiery oferuje, i sukces gotowy. Można się drogo sprzedać. Tylko czy na tym zarobią nowi akcjonariusze? I czy ktoś w ogóle ponosi za to odpowiedzialność?

Do zastanowienia się natchnęła mnie strona internetowa producenta napojów Hoop. Po dotarciu do działu "Relacje inwestorskie" możemy przeczytać tekst pod tytułem "Hoop SA - najlepszy debiutant 2003 roku". Otóż okazuje się, że różnica między zamknięciem pierwszej giełdowej sesji a ceną emisyjną była wyższa niż u innych debiutantów.

Prawie rok po debiucie sytuacja spółki jest zupełnie inna. Hoop miał bardzo skromny udział w hossie. Od 25 listopada 2003 r. do 17 lutego br. kurs wzrósł prawie o 40%. To niezłe osiągnięcie, ale już w połowie maja kurs wrócił do zeszłorocznego poziomu, notując na zamknięcie sesji 13 maja 18,5 zł - najniższy poziom w giełdowej historii. Choć od jakiegoś czasu trend wzrostowy na giełdzie osłabł, jednak takie zachowanie to ewenement - giełdowe indeksy bowiem z reguły dzieli niewielki krok od najwyższych poziomów w historii.

Przytaczam przykład Hoopa, bo to nie była zwykła oferta publiczna. - Nie obeszło się jednakże bez drobnych problemów, kiedy to pan Jarosław Supłacz, przedstawiający się jako niezależny analityk - przypuścił bezprecedensowy, gwałtowny atak na firmę Hoop, grożący fiaskiem solidnie przygotowanego debiutu. Energiczna i zdecydowana obrona władz spółki pozwoliła na błyskawiczne opanowanie sytuacji - tak komentuje przebieg oferty strona internetowa Hoop. J. Supłacz wycenił akcje Hoopa na 5 zł. Tymczasem cena emisyjna wynosiła 21 zł (została obniżona z 23 zł). Spółka odpowiedziała zawiadomieniem do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd o działaniach "polegających na podawaniu nieprawdziwych informacji o spółce do publicznej wiadomości". Dołożyła do tego prognozę - 25 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym. - Zapewniam, że II połowa roku nie będzie gorsza niż w 2002 r., kiedy zarobiliśmy 16 mln zł - twierdził w lipcu 2003 r. w wypowiedzi dla PARKIETU wiceprezes spółki Marek Jutkiewicz. Po czterech kwartałach 2003 r. Hoop zarobił 5 mln zł.

Nie ma jeszcze raportu rocznego spółki za 2003 r., ale jego publikacja będzie dobrą okazją, żeby KPWiG podjęła się dwóch działań. Po pierwsze, wszczęła postępowanie w sprawie podawania nieprawdziwych informacji o spółce do publicznej wiadomości. Po drugie, jeszcze raz przemyślała, czy wprowadzenie do ustawy o publicznym obrocie artykułu 97 ustęp 1 podpunkt 4 było konieczne. Mówi on, że "manipulacją jest rozpowszechnianie za pomocą środków masowego przekazu, w tym internetu, lub w inny sposób, fałszywych lub nierzetelnych informacji, które wprowadzają lub mogą wprowadzić w błąd w zakresie instrumentów finansowych". To najważniejsza konsekwencja starcia J. Supłacza z Hoopem. Czy przepis ten przyczynił się do rozwoju rynku kapitałowego? Na pewno po jego wprowadzeniu trudno od kogokolwiek wyciągnąć jakąś krytyczną ocenę. Szczególnie na rynku, na którym nie istnieją niezależne firmy analityczne.