Od dziś firmy, które chcą wysłać pracowników do pracy w Niemczech w ramach kontraktów, mogą występować do polskiego Ministerstwa Gospodarki i Pracy o zezwolenia na następny rok. Od 1990 roku - kiedy polski i niemiecki rząd podpisały stosowną umowę w tej sprawie - resort gospodarki rozdziela roczne limity tzw. "osobomiesięcy". Przyznaje je na okres od października do końca września. Chociaż od 1 maja Polska formalnie znalazła się w Unii Europejskiej, zezwolenia wciąż są potrzebne. Niemcy wywalczyli bowiem 7-letni okres przejściowy na otwarcie rynku pracy dla Polaków i zamierzają z niego skorzystać.

Mniej zezwoleń

W maju niemiecki rząd ograniczył limit - do 13,2 tys. zezwoleń na miesiąc (do tej pory liczba ta przekraczała 20 tys.). Uderzy to zwłaszcza w firmy budowlane, na które przypada ok. 70-75% zezwoleń. Co na to polskie władze? - Nie chcemy przystać na niemiecką propozycję. Trwają w tej sprawie negocjacje - usłyszeliśmy w biurze prasowym resortu gospodarki. Zamieszanie jest tym większe, że poprzedni okres, na który obowiązywały zezwolenia, skończył się wyjątkowo w przeddzień akcesji. Resort wydał tymczasem aż 18,4 tys. pozwoleń - znacznie przekraczając nowe limity. - W takiej sytuacji Niemcy decydują zwykle o ich obniżeniu na następne lata. Tak robili aż do 1998 roku - twierdzi Julian Korman, prezydent Stowarzyszenia Polskich Przedsiębiorstw Usługowych w Niemczech (VdPD). Stowarzyszenie postuluje dokładniejszą weryfikację, czy wnioskodawcy rzeczywiście chcą wykorzystać przyznane im limity. - W sytuacji, gdy rzeczywiste wykorzystanie kontyngentu nie przekracza 92%, coś tu nie funkcjonuje - tłumaczy J. Korman.

Arbitralność urzędów

Mniejsze limity to nie jedyny problem, z którymi borykają się polskie firmy w Niemczech. - Od 1 maja niemieckie urzędy pracy zwlekają z decyzją o zakwalifikowaniu pracowników do poszczególnych kategorii zatrudnienia - skarży się Eugeniusz Jezierny, kierownik działu eksportu Dombudu. Firmy mogłyby wprawdzie zadecydować same. Ryzykują jednak, że zapłacą karę, jeżeli decyzja urzędu będzie inna. Kolejny problem to wyłączenie przez niemiecki rząd budownictwa ze swobody świadczenia usług transgranicznych. Normalnie prawo unijne pozwala bowiem na oddelegowanie pracowników do wykonania usługi w sąsiednim kraju. - Co gorsza, rząd niemiecki stara się teraz rozszerzyć definicję na wszelkie czynności choć trochę związane z właściwym budownictwem - uważa J. Korman. Stało się tak np. z prefabrykacją elementów betonowych. Zagrożeni są także polscy eksporterzy wyrobów budowlanych, których pracownicy sami montują produkty na niemieckich budach. - Jeżeli montażem zajmie się ktoś inny, wzrosnąć może liczba reklamacji - obawia się szef VdPD.