Minister do spraw konsumpcji Gerry Sutcliffe wprowadził standardowe metody, według których udzielający kredytów muszą obliczać, jakie odsetki klient zapłaci rocznie od pożyczonych pieniędzy i przedstawiać mu symulacje kosztów w przypadku wcześniejszego oddania pieniędzy. Materiały reklamowe muszą zaś dawać klientom większe możliwości porównania produktów oferowanych przez różne instytucje.
Rząd postanowił zaostrzyć kryteria kredytowe po tym, jak w pierwszym kwartalex o 27% wzrosła liczba Anglików i Walijczyków, którzy ogłosili bankructwo. Brytyjczycy mogą pożyczać pieniądze nie tylko w bankach, ale również od urzędów pocztowych, supermarketów, zakładów użyteczności publicznej czy firm budowlanych. W rezultacie wartość ich zadłużenia jest już niemal taka, jak roczny produkt krajowy brutto Wielkiej Brytanii.
- Chodzi jedynie o przejrzystość, która pozwoli konsumentom podejmować świadome decyzje. Kredyt jest integralną częścią naszego życia. Używany prawidłowo, może być bardzo pożytecznym narzędziem. Ale warunki zaciągania i spłacania kredytów muszą być jasne i zrozumiałe - przekonywał Sutcliffe w parlamencie.
Według obliczeń OECD, zadłużenie konsumpcyjne Brytyjczyków, a więc bez kredytów zabezpieczonych nieruchomościami, stanowi 35% dochodów pozostających do dyspozycji. Dla USA wskaźnik ten wynosi 33%, a dla Francji 25%. - Jest już sporo ludzi nadmiernie zadłużonych. Wielu z nich nie ma z tym jeszcze poważnych kłopotów, ale mogą mieć, gdy szybko wzrosną stopy procentowe lub bezrobocie - ostrzega Sue Edwards z opieki społecznej.
Stosowanie się przez banki do nowych przepisów niewątpliwie ograniczy akcję kredytową, a w rezultacie pogorszą się wyniki instytucji finansowych przynajmniej z tego rodzaju działalności. Zwłaszcza, że już w I kw. zaobserwowano spadek popytu na kredyty konsumpcyjne. Ich kwota przewyższająca to, co Brytyjczycy oddali, spadła o 11% do 18,9 mld funtów. Rok wcześniej odnotowano jej wzrost o 20%.