Przyglądając się wykresom opisującym notowania na rynkach dojrzałych i wschodzących można przeżyć déja vu. Od połowy kwietnia koniunktura na emerging markets wyraźnie siadła. Od tego czasu indeks opisujący notowania na nich stracił ponad 14%. W tym samym okresie wskaźnik koniunktury na największych giełdach świata spadł o niecałe 2%. Wykazują one dużą odporność na pojawiające się w tym roku zagrożenia.
Słabe zachowanie rynków wschodzących w ostatnich dwóch miesiącach stanowi poważne ostrzeżenie, że to może się zmienić już w niedługim czasie. Do takiego wniosku skłania bardzo duże podobieństwo obecnej sytuacji z tą z 2000 r. W marcu 2000 r., tak samo wyraźnie jak teraz, zaczął zniżkować wykres siły relatywnej emerging markets wobec giełd krajów dojrzałych. Jednocześnie indeksy, opisujące notowania na tych giełdach, były jeszcze w tym czasie w trendach bocznych.
Cztery lata temu konsolidacja na rynkach wschodzących zakończyła się mniej więcej w połowie trendu bocznego na rynkach dojrzałych. Gdyby oprzeć się na tej analogii, zakończenia tendencji horyzontalnej na największych giełdach świata można oczekiwać gdzieś w połowie lipca. Z czego to wynika? Ruch boczny zaczął się na giełdach w połowie stycznia. Zwrot na emerging markets nastąpił w połowie kwietnia, czyli po trzech miesiącach. Przyjmując, że stało się to w połowie konsolidacji na giełdach państw dojrzałych, ostateczne rozstrzygnięcie na nich powinno nastąpić mniej więcej za miesiąc. Gdyby taka analogia miała się okazać prawidłowa, trwająca od połowy maja poprawa koniunktury byłaby ostatnim akordem rynku byka, który zaczął się na wiosnę minionego roku. Pożywką dla spadkowej tendencji stałoby się rozczarowanie tym, że dość powszechnie oczekiwana letnia hossa nie nadchodzi.