zawsze cieszą. Tak samo jak martwi strata. Jednak ogólna ocena zależy od ich
sumy. Wydaje się, że obie sytuacje należy traktować jednakowo. Na początku
zysk jest wydarzeniem radosnym i oczekiwanym, a pojawienie się straty czymś
strasznym, którego należy unikać. Z czasem powinny powszednieć. Nie powinno
się zanadto rozczulać na stratami, ani podniecać zyskami.
Niestety podejmując decyzje na rynku nie unikniemy strat. Nie powinna być
więc ona czymś nie chcianym, ale wręcz przeciwnie - oczekiwanym. Trzeba ją
wkalkulować. To nic strasznego stracić, jeśli jesteśmy na to przygotowani.
Powinniśmy mieć świadomość, że może się ona przydarzyć, a musimy wiedzieć
ile ona wyniesie. Wielkość straty to już element czegoś co nazywamy metodą.
Czyli czegoś, co pozwala nam poruszać się po rynku. Czegoś, co pozwala na
bazie wielu przesłanek w podjęciu decyzji o zajęciu takiej, czy innej
pozycji oraz, co niemniej ważne, pomaga w podjęciu decyzji w sytuacji, gdy
pierwsza była błędna... przepraszam, stratna.
Błędem jest oczekiwać samych zysków. Trzeba mieć świadomość, że ryzyko
straty zawsze istnieje. Trzeba umieć je skalkulować. To pozwala określić ile
można zaryzykować. Nie ma czegoś takiego, jak "Teraz to już na pewno nie
stracę". Kto o tym zapomina "wylatuje w powietrze". Ilu graczy grającyi panować i
nie dać się zjeść. Trzeba mieć plan lub inaczej metodę. Jak ją stworzyć to
już temat rzeka, a miejsce nie za bardzo odpowiednie. Tego teoretyzowania
zresztą i tak dziś zbyt wiele. Pozostańmy przy konkluzji, że nie ma graczy
nieomylnych, a wynik każdej analizy powinien zawierać takie wskazówki, by
nie doszło do sytuacji zaskoczenia przez rynek.
Trochę się rozpisałem na tematy odbiegające od bieżącej sytuacji, choć w
gruncie rzeczy chyba więcej z tego pożytku niż z opisywania kolejnych
perypetii na polskiej scenie politycznej. Tam mamy już prawdziwy teatr.
Spektakl pod tytułem "Władza". Podobno zmienia się skład trupy, ale bywalcy
twierdzą, że to ciągle ten sam skład. Te same postaci, te same twarze. Jedno
się tylko zgadza. Ma to coś wspólnego z trupem.
Przejdźmy więc do konkretów. Ten tydzień, mimo że nieco wykoślawiony przerwą
świąteczną, pogorszył i tak nienajlepszą sytuację posiadaczy długich
pozycji. Niestety zewsząd napływają sygnały potwierdzające tezę o końcu
korekty wzrostowej. Rynek szykuje się do kolejnej fali spadków. Nie będę tu
analizował podaży pieniądza, bo po pierwsze, czynienie tego co dwa tygodnie
nie ma sensu z prostej przyczyny - dane są publikowane raz na miesiąc. Po
drugie, wiadomo, że podaż może sygnalizować zmianę, która ma nastąpić za ok.
3 miesiące. Zatem, w ciągu najbliższych tygodni nic nie powinno się zmienić.
Warto tylko wspomnieć, że w tym tygodniu poznamy wielkość podaży pieniądza w
maju.
Spójrzmy na wykresy tygodniowe WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif na obu mamy dwie
białe świece korekty i dwie czarne z górnymi cieniami. Już tu widać, że
popyt ma problemy. Są one tym poważniejsze, że wzrost zatrzymał się na
poziomie luk bessy z 10 maja br. Tak, same luki zostały zamknięte, ale jak
widać, nie wpłynęło to na jakąś szczególną poprawę nastrojów. Po tak silnym
spadku, jak ten z połowy kwietnia do połowy maja br., korekta wydaje się
mała. Wystarczy spojrzeć na poziom zniesienia. Tu zaznaczony na wykresie
dziennym zniesienie.gif Okazuje się, że sięgnęło ono ledwie poziomu 38,2%.
Nie udało się bykom podejść w okolice 50%. W cenach zamknięcia wygląda to
jeszcze gorzej zniesienie1.gif Tu wzrost nie sięgnął nawet 38,2%. To tylko
potwierdza, że podaż nadal ma się dobrze. Wprawdzie na rynku widać było
kupujących, to jednak wygląda na to, że zostali oni "ożenieni" z trefnym
towarem, który teraz zaczyna parzyć w ręce. Komu pierwszemu puszczą nerwy?
Wróćmy do wykresów tygodniowych. Wskaźniki na nich oparte nie pozostawiają
złudzeń. Tu podaż dopiero zaczęła okazywać przewagę po długim okresie
pozostawania w cieniu byków. MACDtyg_fut.gif dopiero zaczyna przyspieszać
oddalając się od linii sygnału. Co ważne, dzieje się to po wcześniejszym
wykreśleniu negatywnej dywergencji. Można założyć, że spadek cen sprowadzi
wartość wskaźnika pod poziom równowagi. Dopiero wtedy będzie można oczekiwać
na wzrost, ruch powrotny do poziomu równowagi. Podobna sytuacja miała
miejsce dwa lata temu. Tylko, że teraz cykl jest spadkowy. Wskaźniki nieco
szybsze także sygnalizują, że podaż ma się dobrze, a ostatnie wzrosty nie
wyrządziły większych szkód. ROCtyg_fut.gif nie zdołał powrócić nad poziom
zerowy. Nadal więc obowiązuje spadkowa linia trendu na tym wskaźniku.
Podobne wnioski można wysunąć po analizie RSItyg_fut.gif Tu mamy regularny
spadek po wcześniejszym wyjściu pod poziom 70 pkt. O wyprzedaniu mówić jest
zdecydowanie za wcześnie. Gdy wskaźnik spadnie pod 30 pkt. będzie można
mówić o wyprzedaży. Do tego jeszcze parę tygodni musi upłynąć. "Najsłabiej"
wygląda CCItyg_fut.gif Tu już można mówić o wyprzedaży, ale na wzrosty cen
trzeba jeszczea takim scenariuszem. Jeśli jednak ktoś nadal ma
wątpliwości to właśnie zachowanie CCI może być potwierdzeniem.
A co na dziennych? Tu korekta wzrostowa była oczywiście wyraźniej widoczna
wig20.gif wig20fut.gif Także wskaźniki ją odnotowały. Odnotowały także jej
koniec. MACDdzienny_fut.gif po krótkim wzroście ponownie zbliżył się do
swojej linii sygnalnej. Tu właśnie mamy sytuację opisaną jako przewidywaną
na wykresie tygodniowym. Linia wskaźnika przeszła na stronę wartości
ujemnych. Korekta podniosła linię jedynie w okolice zera, choć nawet to się
nie udało do końca. Wygląda na to, że czeka nas ponownie spadek, a ten nie
bierze się przecież z niczego. To ceny sprowadzają linię wskaźnika na coraz
niższe poziomy. ROCdzienny_fut.gif odbił się od spadkowej linii trendu i
ponownie przyjął wartości ujemne. Trudno takie zachowanie uznać za
optymistyczne. RSIdzienny_fut.gif także zdaje się kończyć korektę. Właśnie
pokonana została linia trendu wzrostowego. Powrót pod poziom 30 pkt jest
bardzo prawdopodobny. No i wreszcie CCIdzienny_fut.gif Lubię ten wskaźnik.
Także i on już skończył korektę.
Czy jest coś, co może pomóc bykom? Co uratuje ich skórę? Technicznie rynek
jest spadkowy, ale czy spadki nastąpią już teraz? Wydaje się, że sam spadek
jest nieunikniony, ale nie można wykluczyć, że ceny będą utrzymywane przez
popyt, a powodem takiej ofiarności jest zbliżający się termin rozliczeń
wyników kwartalnych i półrocznych. Zarządzającym spadek w tej chwili nie
jest na rękę. Ciekawym zagraniem mogłoby być dość ryzykowane chwilowe
odpuszczenie rynku, by ceny spadły i "odbębniły swoje" oraz doprowadzenie do
szybkiego powrotu w obecne okolice. Obawiam się jednak, że taka zagrywka nie
odniosłaby skutku. Korektę wzrostową dopiero kończymy. Ciężko będzie tak
szybo znaleźć chętnych do kupna. Ci, co mieli na to ochotę, będą właśnie
lizać rany. A więc może jeszcze jedno podejście w okolice oporu? Wątpię.
Kamil Jaros