Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 13.06.2004 18:36

Zawsze przygotowując się do pisania "Weekendowej..." staram znaleźć

argumenty dla różnych możliwych wariantów rozwoju wypadków rynku. Później

kreślę to, co wydaje mi się najbardziej prawdopodobne. Zawsze wynik takich

analiz jest wariantowy. Nigdy na rynku nie ma jednoznacznych odpowiedzi. To

drażni. Zwłaszcza początkujących. Tu oczekuje się prostej recepty - kupić,

Reklama
Reklama

czy sprzedać. Spadnie czy wzrośnie. Oczywiście wiadomo, że takie oczekiwania

wymusza sytuacja podjęcia decyzji inwestycyjnej. Musimy zdecydować, czy

kupić, czy sprzedać. Poprzez pozycję krótką lub długą określić nasze

oczekiwania. Rynek w końcu pójdzie w którąś stronę i dobrze by było, by

nasza pozycja była po dobrej stronie.

Problem w tym, że rynek nas nie słucha. To nie nasze oczekiwania sprawią, że

Reklama
Reklama

ceny pójdą w górę czy w dół. To my jesteśmy zmuszeni słuchać rynku. To nasze

poczynania mają być reakcją na wydarzenia rynkowe. Każdy, kto już trochę na

rynku posiedział wie, że twierdzenie "jutro spadnie (wzrośnie) na 100%"

graniczy w arogancją. Rynek szybko uczy pokory. Niestety, po każdej analizie

musimy zdawać sobie sprawę z tego, że niezależnie od tego ile argumentów

znajdziemy dla takiego czy innego scenariusza, rynek może zachować się

Reklama
Reklama

odmiennie. W sumie pobyt na rynku to zbiór decyzji. Chodzi o to, by ich

sumaryczny wynik był dodatni. Sumaryczny, a zatem by zyski z transakcji

udanych przeważyły straty zanotowane wtedy, gdy podjęliśmy błędną decyzję.

Błąd na rynku nie jest czymś złym. Wręcz przeciwnie. To tak samo normalny

element jak... no właśnie. Jak to nazwać. "Racja"? To zdecydowanie nie

Reklama
Reklama

pasuje. My nie powinniśmy mieć racji. To, że osiągnięty został zysk nie

wynika z tego, że mieliśmy rację. Pojęcie racji wydaje mi się nie na

miejscu. Tak samo jak na miejscu chyba jest słowo "błąd". W końcu strata nie

musi wynikać z błędu. Ba, ona powinna być wkalkulowana w nasze działanie. To

nie pojedyncza transakcja decyduje o sukcesie na rynku. To, że ktoś złapał

Reklama
Reklama

szczyt lub dołek nie sprawia, że możemy o tym kimś powiedzieć, że odniósł

sukces na rynku, albo że miał rację. Na to składa się ciąg decyzji. Co po

złapanym szczycie, skoro wcześniejsze próby były tak kosztowne, że nawet ten

złapany szczyt w niczym nie pomoże. Czy można mieć satysfakcję ze złapanego

szczytu lub dołka, lub ogólniej, z udanej transakcji? Tak, czemu nie, zyski

Reklama
Reklama

zawsze cieszą. Tak samo jak martwi strata. Jednak ogólna ocena zależy od ich

sumy. Wydaje się, że obie sytuacje należy traktować jednakowo. Na początku

zysk jest wydarzeniem radosnym i oczekiwanym, a pojawienie się straty czymś

strasznym, którego należy unikać. Z czasem powinny powszednieć. Nie powinno

się zanadto rozczulać na stratami, ani podniecać zyskami.

Niestety podejmując decyzje na rynku nie unikniemy strat. Nie powinna być

więc ona czymś nie chcianym, ale wręcz przeciwnie - oczekiwanym. Trzeba ją

wkalkulować. To nic strasznego stracić, jeśli jesteśmy na to przygotowani.

Powinniśmy mieć świadomość, że może się ona przydarzyć, a musimy wiedzieć

ile ona wyniesie. Wielkość straty to już element czegoś co nazywamy metodą.

Czyli czegoś, co pozwala nam poruszać się po rynku. Czegoś, co pozwala na

bazie wielu przesłanek w podjęciu decyzji o zajęciu takiej, czy innej

pozycji oraz, co niemniej ważne, pomaga w podjęciu decyzji w sytuacji, gdy

pierwsza była błędna... przepraszam, stratna.

Błędem jest oczekiwać samych zysków. Trzeba mieć świadomość, że ryzyko

straty zawsze istnieje. Trzeba umieć je skalkulować. To pozwala określić ile

można zaryzykować. Nie ma czegoś takiego, jak "Teraz to już na pewno nie

stracę". Kto o tym zapomina "wylatuje w powietrze". Ilu graczy grającyi panować i

nie dać się zjeść. Trzeba mieć plan lub inaczej metodę. Jak ją stworzyć to

już temat rzeka, a miejsce nie za bardzo odpowiednie. Tego teoretyzowania

zresztą i tak dziś zbyt wiele. Pozostańmy przy konkluzji, że nie ma graczy

nieomylnych, a wynik każdej analizy powinien zawierać takie wskazówki, by

nie doszło do sytuacji zaskoczenia przez rynek.

Trochę się rozpisałem na tematy odbiegające od bieżącej sytuacji, choć w

gruncie rzeczy chyba więcej z tego pożytku niż z opisywania kolejnych

perypetii na polskiej scenie politycznej. Tam mamy już prawdziwy teatr.

Spektakl pod tytułem "Władza". Podobno zmienia się skład trupy, ale bywalcy

twierdzą, że to ciągle ten sam skład. Te same postaci, te same twarze. Jedno

się tylko zgadza. Ma to coś wspólnego z trupem.

Przejdźmy więc do konkretów. Ten tydzień, mimo że nieco wykoślawiony przerwą

świąteczną, pogorszył i tak nienajlepszą sytuację posiadaczy długich

pozycji. Niestety zewsząd napływają sygnały potwierdzające tezę o końcu

korekty wzrostowej. Rynek szykuje się do kolejnej fali spadków. Nie będę tu

analizował podaży pieniądza, bo po pierwsze, czynienie tego co dwa tygodnie

nie ma sensu z prostej przyczyny - dane są publikowane raz na miesiąc. Po

drugie, wiadomo, że podaż może sygnalizować zmianę, która ma nastąpić za ok.

3 miesiące. Zatem, w ciągu najbliższych tygodni nic nie powinno się zmienić.

Warto tylko wspomnieć, że w tym tygodniu poznamy wielkość podaży pieniądza w

maju.

Spójrzmy na wykresy tygodniowe WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif na obu mamy dwie

białe świece korekty i dwie czarne z górnymi cieniami. Już tu widać, że

popyt ma problemy. Są one tym poważniejsze, że wzrost zatrzymał się na

poziomie luk bessy z 10 maja br. Tak, same luki zostały zamknięte, ale jak

widać, nie wpłynęło to na jakąś szczególną poprawę nastrojów. Po tak silnym

spadku, jak ten z połowy kwietnia do połowy maja br., korekta wydaje się

mała. Wystarczy spojrzeć na poziom zniesienia. Tu zaznaczony na wykresie

dziennym zniesienie.gif Okazuje się, że sięgnęło ono ledwie poziomu 38,2%.

Nie udało się bykom podejść w okolice 50%. W cenach zamknięcia wygląda to

jeszcze gorzej zniesienie1.gif Tu wzrost nie sięgnął nawet 38,2%. To tylko

potwierdza, że podaż nadal ma się dobrze. Wprawdzie na rynku widać było

kupujących, to jednak wygląda na to, że zostali oni "ożenieni" z trefnym

towarem, który teraz zaczyna parzyć w ręce. Komu pierwszemu puszczą nerwy?

Wróćmy do wykresów tygodniowych. Wskaźniki na nich oparte nie pozostawiają

złudzeń. Tu podaż dopiero zaczęła okazywać przewagę po długim okresie

pozostawania w cieniu byków. MACDtyg_fut.gif dopiero zaczyna przyspieszać

oddalając się od linii sygnału. Co ważne, dzieje się to po wcześniejszym

wykreśleniu negatywnej dywergencji. Można założyć, że spadek cen sprowadzi

wartość wskaźnika pod poziom równowagi. Dopiero wtedy będzie można oczekiwać

na wzrost, ruch powrotny do poziomu równowagi. Podobna sytuacja miała

miejsce dwa lata temu. Tylko, że teraz cykl jest spadkowy. Wskaźniki nieco

szybsze także sygnalizują, że podaż ma się dobrze, a ostatnie wzrosty nie

wyrządziły większych szkód. ROCtyg_fut.gif nie zdołał powrócić nad poziom

zerowy. Nadal więc obowiązuje spadkowa linia trendu na tym wskaźniku.

Podobne wnioski można wysunąć po analizie RSItyg_fut.gif Tu mamy regularny

spadek po wcześniejszym wyjściu pod poziom 70 pkt. O wyprzedaniu mówić jest

zdecydowanie za wcześnie. Gdy wskaźnik spadnie pod 30 pkt. będzie można

mówić o wyprzedaży. Do tego jeszcze parę tygodni musi upłynąć. "Najsłabiej"

wygląda CCItyg_fut.gif Tu już można mówić o wyprzedaży, ale na wzrosty cen

trzeba jeszczea takim scenariuszem. Jeśli jednak ktoś nadal ma

wątpliwości to właśnie zachowanie CCI może być potwierdzeniem.

A co na dziennych? Tu korekta wzrostowa była oczywiście wyraźniej widoczna

wig20.gif wig20fut.gif Także wskaźniki ją odnotowały. Odnotowały także jej

koniec. MACDdzienny_fut.gif po krótkim wzroście ponownie zbliżył się do

swojej linii sygnalnej. Tu właśnie mamy sytuację opisaną jako przewidywaną

na wykresie tygodniowym. Linia wskaźnika przeszła na stronę wartości

ujemnych. Korekta podniosła linię jedynie w okolice zera, choć nawet to się

nie udało do końca. Wygląda na to, że czeka nas ponownie spadek, a ten nie

bierze się przecież z niczego. To ceny sprowadzają linię wskaźnika na coraz

niższe poziomy. ROCdzienny_fut.gif odbił się od spadkowej linii trendu i

ponownie przyjął wartości ujemne. Trudno takie zachowanie uznać za

optymistyczne. RSIdzienny_fut.gif także zdaje się kończyć korektę. Właśnie

pokonana została linia trendu wzrostowego. Powrót pod poziom 30 pkt jest

bardzo prawdopodobny. No i wreszcie CCIdzienny_fut.gif Lubię ten wskaźnik.

Także i on już skończył korektę.

Czy jest coś, co może pomóc bykom? Co uratuje ich skórę? Technicznie rynek

jest spadkowy, ale czy spadki nastąpią już teraz? Wydaje się, że sam spadek

jest nieunikniony, ale nie można wykluczyć, że ceny będą utrzymywane przez

popyt, a powodem takiej ofiarności jest zbliżający się termin rozliczeń

wyników kwartalnych i półrocznych. Zarządzającym spadek w tej chwili nie

jest na rękę. Ciekawym zagraniem mogłoby być dość ryzykowane chwilowe

odpuszczenie rynku, by ceny spadły i "odbębniły swoje" oraz doprowadzenie do

szybkiego powrotu w obecne okolice. Obawiam się jednak, że taka zagrywka nie

odniosłaby skutku. Korektę wzrostową dopiero kończymy. Ciężko będzie tak

szybo znaleźć chętnych do kupna. Ci, co mieli na to ochotę, będą właśnie

lizać rany. A więc może jeszcze jedno podejście w okolice oporu? Wątpię.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama