Ministerstwo Rolnictwa uzyskało zgodę od Komisji Europejskiej na przedłużenie o dwa tygodnie terminu składania wniosków o dopłaty obszarowe przez rolników. - Robimy to z myślą o tych rolnikach, którzy zamierzają złożyć wnioski, ale trochę zabrakło im czasu - powiedział Wojciech Olejniczak, minister rolnictwa. Dziś ta kwestia będzie poruszana na posiedzeniu rządu. Zmiana ta wymaga bowiem wprowadzenia korekty w ustawie o dopłatach rolniczych. Pierwotny termin przyjmowania wniosków miał upłynąć dzisiaj. Do 14 czerwca polscy rolnicy złożyli niewiele ponad 1 mln 50 tys. wniosków o przyznanie dopłat z Unii Europejskiej (67% uprawnionych).
Na początku maja dziennie składano 10 tys. aplikacji. Potem było coraz lepiej. W czerwcu do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa spływało już od 45 do 75 tys. wniosków dziennie. - W dwa weekendowe dni, czyli 12 i 13 czerwca, złożonych zostało 86,5 tys. wniosków - powiedziała Iwona Musiał, rzecznik prasowy ARiMR. Agencja prognozuje, że do północy spłynie łącznie prawie 1 mln 200 tys. aplikacji. Zdaniem ministra rolnictwa, dzięki dodatkowym 14 dniom wnioski złoży jeszcze nawet 300-400 tys. gospodarstw. - Będzie to oznaczało, że ponad 90% dopłat bezpośrednich zostanie wypłaconych, a jest to już dobry standard europejski - podkreślił.
Władysław Serafin, prezes Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych uważa, że nawet gdyby nie przedłużono nam terminu, obecny wynik jest całkiem dobry. Zwłaszcza że ugrupowania eurosceptyczne zniechęcały mieszkańców wsi do ubiegania się o pieniądze z Brukseli. - Zarówno Samoobrona, jak i Liga Polskich Rodzin mówiły rolnikom, że i tak nie dostaną dopłat - powiedział W. Serafin. - Straszyły także, że jak się złoży wniosek, to będzie on podstawą dla fiskusa, aby podwyższyć podatki - dodał. Także Iwona Musiał uważa, że nie mielibyśmy się czego wstydzić. - To nasze pierwsze doświadczenie z dopłatami obszarowymi. Włosi przez cały czas osiągają 70% i są zadowoleni - powiedziała rzecznik ARiMR.
PAP