Kwestie ekonomiczne odgrywają coraz większe znaczenie w kampanii poprzedzającej listopadowe wybory prezydenckie w USA. Do niedawna nacisk na tę problematykę kładł kandydat demokratów, senator John Kerry. Natomiast prezydent George W. Bush na pierwszy plan wysuwał wojnę w Iraku i walkę z terroryzmem. Ostatnio postanowił jednak wykorzystać w wystąpieniach przedwyborczych ożywienie w gospodarce amerykańskiej, które przypisuje ulgom podatkowym, oraz szczególnie ważny dla Amerykanów wzrost zatrudnienia.
Według ekspertów, zmiana priorytetów może okazać się spóźniona, gdyż potrzeba około sześciu miesięcy, by pozytywne dane ekonomiczne znalazły odbicie w poglądach wyborców. Amerykanie wciąż czekają na trwalszą poprawę na rynku pracy, a John Kerry podkreśla, że wzrost zatrudnienia nastąpił w ciągu trzech miesięcy z trzydziestu, w których obecny rząd sprawował władzę. Wskazuje też na niższe zarobki od uzyskiwanych przez falę zwolnień.
Sceptycyzm wyborców znajduje zresztą odbicie w wynikach badania opinii publicznej. Według Gallup Organization, 58% dorosłych Amerykanów wypowiada się negatywnie o polityce gospodarczej obecnego prezydenta w porównaniu z 43% na początku roku. Ankieta przeprowadzona przez gazetę "Los Angeles Times" wykazała sprzeciw 54% wyborców.
George W. Bush ryzykuje, podkreślając ostatnie osiągnięcia ekonomiczne, gdyż nie ma pewności, że będą one trwałe. Również jego rywal w wyścigu do Białego Domu ponosi pewne ryzyko. Negatywna ocena przez Johna Kerry?ego sytuacji gospodarczej może się bowiem kłócić z ewentualnym utrwaleniem obserwowanych od kilku miesięcy pozytywnych tendencji.
Bloomberg