Mamy za sobą kolejną "płaską" sesję. Przypomina to trochę obraz sprzed 2 lat, kiedy w taki właśnie sposób indeks spadał z 1400 pkt. Podobnie niewielkie były obroty i często powtarzał się schemat: niższe otwarcie i odrabianie strat w czasie sesji. Dzięki temu w trendzie spadkowym pojawiały się białe świece. W tym stylu prowadzona była wtedy dystrybucja.
Lecz tu chyba podobieństwa się kończą. Mamy teraz zgoła inną sytuację makroekonomiczną. Wtedy postępowała stagnacja w produkcji. Bankrutowały kolejne firmy, ze Stocznią Szczecińską na czele. Kilkadziesiąt spółek giełdowych doszło do dna. Dopiero postępowania układowe uratowały większość przed bankructwem. Niektóre z nich jak widać do dziś notowane są w okolicy 1 zł, co oznacza, że krążą wokół ceny nominalnej. Ich kapitały własne są w okolicy zera lub poniżej. Tymczasem gospodarka wzrosła aż o 6,9% w pierwszym kwartale! Ta wiadomość nie została przez rynek jeszcze w ogóle zdyskontowana! Jak wiadomo, giełdą, jak każdym rynkiem, rządzą popyt i podaż. Nie zawsze od razu każda informacja wpływa na kursy. A co rządzi popytem i podażą? Psychologia.
Analizowanie nastrojów nie jest prostą sprawą. Często są zmienne. Na razie przeważają negatywne. Do ich odwrócenia brakuje impulsu - mógłby nim być zastrzyk świeżego kapitału. Uważam, że marazm będzie trwał jeszcze przynajmniej przez ten tydzień. Możliwe, że w piątek ustanowimy dołek, co będzie wynikiem zamykania pozycji arbitrażowych na kontraktach serii czerwcowej. Indeks zatrzyma się na wsparciu 1630 lub 1600 pkt, lecz nie twierdzę, że tam spadnie. Daje się bowiem zaobserwować znaczne wyprzedanie wielu papierów. Oznakami tego są zatrzymania kursów od kilku sesji w pobliżu poprzednich dołków i niskie wolumeny obrotów. Indeks spadł w poniedziałek przede wszystkim z powodu KGHM, który reaguje silnie na cenę surowca i waluty.
Zdecydowanie lepszym miesiącem będzie lipiec. Choćby dlatego, że większość graczy spodziewa się wakacyjnego zastoju, a giełda lubi sprawiać niespodzianki.