List do premiera Michaiła Fradkowa został wysłany pod koniec ubiegłego tygodnia. Potwierdził to wczoraj rzecznik Jukosu Aleksander Szadrin, ale odmówił ujawnienia szczegółów. Wiadomo jedynie, że Jukos prosi o zdjęcie aresztu z aktywów spółki, co umożliwiłoby ich sprzedaż i uregulowanie do końca roku ok. 70% zadłużenia.
Gazeta "Financial Times", nie powołując się na źródła, informuje też, że Jukos zaproponował dodatkową emisję akcji. Zostałyby one albo sprzedane w celu uzyskania gotówki, albo przekazane państwu. Byłaby to forma regulacji części żądań władz podatkowych. Szefowie koncernu mieli poprosić już głównych akcjonariuszy o poparcie wniosku w sprawie dodatkowej emisji.
Na wieść o proponowanej nowej emisji kurs akcji Jukosu spadł wczoraj na moskiewskiej giełdzie o 7,1%.
Jukos mógłby sprzedać swoje udziały w innej naftowej spółce Sibnieft oraz aktywa gazowe należącej do niego firmy East Siberian Oil and Gas Co. I taka operacja, zdaniem analityków, miałaby sens. Natomiast emisja akcji w obecnych warunkach i przy ich obecnym kursie wydaje się mało prawdopodobna.
Na ewentualną odpowiedź rządu Jukos nie może zbyt długo czekać, bo w najbliższy piątek sąd apelacyjny ostatecznie rozstrzygnie zaskarżony przez spółkę wyrok, nakazujący spłatę podatkowych długów za 2000 r. Co gorsze, Ministerstwo ds. Służb Podatkowych może przedstawić żądania zwrotu niezapłaconych podatków także za następne lata. Gdyby i te roszczenia sąd uznał za słuszne, już nic nie uchroniłoby Jukosu przed bankructwem. W ostatnich tygodniach w biurach spółki przeprowadzono kolejne rewizje.