Kolejna sesja bez historii jest już za nami: najpierw otwarcie nieco powyżej poziomów odniesienia, potem powolne osuwanie się indeksów i wreszcie zakończenie niewiele poniżej zamknięcia wtorkowego. Obroty nie były zbyt imponujące, choć do tego akurat zdążyliśmy się przyzwyczaić. Na giełdzie trwa wyczekiwanie na jakiś impuls - ani podaż, ani popyt nie chcą wychodzić przed szereg.

Być może zresztą ta wczorajsza stabilizacja to nie było najgorsze rozwiązanie, zważywszy na fakt, że przedwczoraj zamknięcie sesji było sztuczne i mocno naciągane. Fiasko kilkakrotnie ponawianych ataków na lukę bessy z początku maja dość mocno przetrzebiło populację giełdowych byków, staje się więc powszechne przekonanie o rozpoczęciu fali C korekty, która może sprowadzić WIG20 do poziomu 1550 pkt, a może i 100 punktów niżej. To chyba nie jest takie oczywiste. Nie zdziwiłbym się, gdyby w ciągu tygodnia, dwóch, rynek podjął kolejną, tym razem udaną próbę pokonania oporu w okolicach 1700 pkt. Po wyborach do PE rozłożenie akcentów na naszej scenie politycznej uległo subtelnym zmianom. Kiepski wynik partii Borowskiego sprawił, że SdPI z dnia na dzień stała się znacznie mniej kategoryczna w swych wypowiedziach i w tej chwili szansa na udzielenie wotum zaufania rządowi Marka Belki wyraźnie wzrosła. Pozostało jeszcze wykonanie paru medialnych gestów, czyli rozmowy o programie, ale to nigdy nie sprawiało naszym politykom kłopotów.

Wczorajsza aukcja pięcioletnich obligacji pokazała dobitnie, że rynki pozytywnie odebrały zmniejszenie ryzyka politycznego. Innym pozytywnym czynnikiem jest fakt, że ostatnie dane makro coraz wyraźniej pokazują przyspieszenie gospodarki (w I kw. wzrost PKB o 6,9%), choć zwiększa się przy okazji groźba narastania presji inflacyjnej. Jeśli RPP chce być konsekwentna, to w czerwcu musi podnieść stopy. Tu nie powinno być zaskoczenia.

Zwróć uwagę:

Getin - bardzo konkretne plany Leszka Czarneckiego zachęcają do długoterminowej inwestycji w ten walor, co już doceniły niektóre fundusze.