Reklama

Przykład Pfleiderera

Publikacja: 17.06.2004 10:43

Wczoraj na giełdzie pojawiły się prawa do akcji nowej emisji Grajewa. Spółka bez trudu sprzedała w ofercie publicznej papiery o wartości prawie 300 mln zł. Dała bowiem inwestorom nadzieję na pokaźne zyski: zaprezentowała ambitne plany, w tym dotyczące budowy fabryki w Rosji. Trudno się oprzeć wrażeniu déjŕ vu. W 1997 r. firma też sprzedawała akcje (po cenie o połowę niższej niż obecnie, czyli po 90 zł) i też po to, by sfinansować "nowy zakład" - linię produkcyjną.

Na początku 1999 roku w przedsiębiorstwie pojawił się niemiecki Pfleiderer. Ogłosił wezwanie na akcje, oferując za każdą 35 zł. Notowania na rynku były dużo wyższe. Ale tym się Niemcy nie musieli przejmować. Uzgodnili z NFI Hetman transakcję wiązaną: tanio (po cenie odpowiadającej 0,6 wartości księgowej) przejęli od niego pakiet giełdowego Grajewa, a słono zapłacili za Prospan z Wieruszowa.

To był udany biznes dla Hetmana i Pfleiderera (ten ostatni docenił fachowość prezesa firmy zarządzającej NFI, zatrudniając go w swoich polskich spółkach).

Jednocześnie to był pierwszy przykład, że z drobnymi udziałowcami Grajewa Niemcy liczyć się nie zamierzają i chcą jak najmniejszym kosztem przejąć od nich papiery. Inwestor zapowiadał, że "w dłuższej perspektywie" nie zamierza wycofywać spółki z obrotu oraz chce mieć docelowo 75% kapitału.

Próg 50% przekroczył, obejmując nową emisję akcji po 27,5 zł. Fakt, pieniądze bardzo się grajewskiej firmie przydały. Ale dla Niemców koszt zwiększenia zaangażowania - i rozwodnienia udziału innych akcjonariuszy - nie był, biorąc pod uwagę cenę, zbyt wysoki.

Reklama
Reklama

Kiedy wyniki spółki zaczęły się poprawiać, czyli na początku 2000 r., Pfleiderer ogłosił wezwanie z zamiarem wycofania spółki z rynku publicznego. Zaoferował znowu 35 zł za akcję (i znowu znacznie mniej, niż wynosiły notowania). Bunt małych inwestorów, listy do KPWiG oraz, twarde w tym przypadku, stanowisko tej ostatniej, zrobiły swoje. Obawiając się cofnięcia zgody Komisji na przekroczenie progu 50% głosów na WZA Grajewa, Pfleiderer wycofał się z planów wyprowadzenia spółki z giełdy (zaoferował nawet "oddanie" walorów, które przejął w wezwaniu). Nie zadeklarował jednak jasno, jakie są jego zamiary wobec spółki, a ściślej jej giełdowego statusu, a więc spekulacje na ten temat nie ustawały. Tym bardziej że ówczesny prezes Grajewa wielokrotnie powtarzał, iż byłoby lepiej, aby firma nie była notowana.

Niedawno Niemcy zmienili pogląd w tej sprawie. Ciekawe, czy i jakie znaczenie miało pogorszenie się wyników Pfleiderera i chęć ich podreperowania.

Kilka miesięcy temu inwestor w umówionych transakcjach sprzedał 5,1% akcji spółki po 167 zł. Innymi słowy, pozbył się niewielkiego pakietu za duże pieniądze. Kupujący - fundusze emerytalne i inwestycyjne - nie mają na razie powodów do narzekań, bo kurs wzrósł i jest sporo wyższy niż cena transakcji. Ale najbardziej zadowoleni są z pewnością Niemcy. Ich zysk z operacji oszacowaliśmy na ponad 30 mln zł.

Teraz Pfleiderer ma kolejny powód do zadowolenia. Udana oferta Grajewa daje mu, jako właścicielowi przedsiębiorstwa, wielorakie korzyści. Giełdowa spółka planuje ekspansję, a emisja bardzo mu pomoże w realizacji zamierzeń.

Grajewo zamierza także odkupić akcje Prospanu, zarówno od swojego właściciela, jak i Skarbu Państwa. Chce mieć 100% kapitału. W ten sposób, jak się wydaje, wraca pomysł fuzji przedsiębiorstw. Niemcy mają tym samym zapewnione wyjście z inwestycji w Wieruszowie. Zainkasują ponad 111 mln zł. Jednocześnie nie tracą kontroli nad przedsiębiorstwami. Uwzględniając ostatnią ofertę, ich bezpośrednie zaangażowanie wynosi w Grajewie 60% - dość, aby kontrolować firmę. Gdyby doszło do fuzji producentów płyt wiórowych, powstałaby kwestia akcji Grajewa (3,9%), należących do Prospanu. Jeśli zostałyby umorzone, wówczas udziały pozostałych akcjonariuszy proporcjonalnie się zwiększą.

Podsumujmy: Pfleiderer tanio przejmował akcje Grajewa w wezwaniach, w ramach emisji i transakcji ze Skarbem Państwa. Drogo sprzedał ich część inwestorom finansowym, a udana oferta polskiej spółki gwarantuje mu wyjście z Prospanu oraz rozwój Grajewa bez utraty kontroli nad firmą. To wszystko dzięki warszawskiej giełdzie. Tej samej, którą swego czasu traktował jak kulę u nogi. I której sporo chyba zawdzięcza.

Reklama
Reklama

Drobni gracze niechętnie zapisywali się na nowe akcje Grajewa. Niektórzy być może z powodu dobrej pamięci, inni - zbyt wysokiej ceny emisyjnej. Powodzenie oferty, a co za tym idzie, sukces Pfleiderera, to zasługa instytucji finansowych. Dzięki nim Niemcy w gruncie rzeczy nie dostali nauczki, że lepiej dobrze traktować inwestorów, bo nigdy nie wiadomo, kiedy i z czym trzeba będzie się do nich zwrócić. Miejmy jednak nadzieję, że inni właściciele, którzy ochoczo zabierają się do wycofywania polskich spółek z publicznego rynku, dostrzegają morał płynący z tej historii. Giełda dała Pfleidererowi drugą szansę. Nie zawsze i nie dla każdego może być równie łaskawa.

Grajewo debiutowało na parkiecie w maju 1997 roku. Kurs wyniósł 142 zł. Ówczesny prezes firmy mówił, że notowania muszą iść w górę, bo spółka sprzedaje przyszłość. Ta przyszłość długo nie wyglądała tak różowo, jak się tego wszyscy spodziewali. Teraz inwestorzy też kupili przyszłość. Mam nadzieję, że uczucia déjŕ vu już nie będą mieć.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama