- Zawsze mówiliśmy, że nie będziemy przeprowadzać IPO [pierwotna oferta publiczna - red.] za wszelką cenę - mówi Manfred Harnischfeger, rzecznik niemieckiej poczty, do której Postbank należy. - Wszystko jest możliwe - dodaje.
Oferta publiczna banku, jedna z największych w tym roku w Europie i największa od czterech lat u naszych zachodnich sąsiadów, może zakończyć się fiaskiem z powodu zbyt małego zainteresowania inwestorów. Twierdzą oni, że bank został zbyt wysoko wyceniony w stosunku do podobnych podmiotów z innych krajów, które uzyskują lepsze wyniki finansowe. Wielu otwarcie mówiło, że nie kupi akcji.
Przypomnijmy, że widełki w prospekcie emisyjnym Deutsche Post ustalił na 31,50-36,50 euro, a do publicznego obrotu ma trafić 49,9% papierów banku. Obniżenie ceny byłoby rozwiązaniem, ale - jak przyznał wczoraj rzecznik - już jest na to za późno. Najpóźniej wczoraj musiałoby się bowiem ukazać stosowne ogłoszenie w niemieckiej prasie.
Zarząd Deutsche Post jeszcze dzisiaj do późnego wieczora (jest to ostatni dzień zapisów) ma przekonywać inwestorów instytucjonalnych, by uczestniczyli w ofercie.
Postbank jest w Niemczech liderem, jeśli chodzi o liczbę obsługiwanych klientów detalicznych.