Czwartkowa przecena sprowadziła indeks do poziomu nieco powyżej 1630 pkt. Z punktu widzenia posiadaczy kontraktów, była to sesja nudna. Obrót akcjami z WIG20 był mizerny i dopiero w końcówce szala przechyliła się na korzyść niedźwiedzi. Wracam celowo do czwartku, gdyż była to, moim zdaniem, sesja kluczowa.

Równolegle bowiem, na spółkach średnich działo się aż za dużo. Wystraszeni inwestorzy zaczęli pozbywać się od rana Ster-Projektu i w ślad za nim pozostałych spółek informatycznych. Znaczna część spekulacji skupiła się na spadającym na łeb Ster-Projekcie i przerzuciła tu gotówkę. W efekcie z powodu płytkiego popytu poszły w dół: Stalexport, Mostostal Export, MCI i wiele innych. Spadły nierzadko po 10%.

"Wystraszyły" się również kontrakty wrześniowe. Piątkowa sesja zaczęła się z pułapu 1632 pkt, tak więc bez bazy. Dopiero po otwarciu rynku kasowego, kiedy okazało się, że nie ma dalszego ciągu wyprzedaży, rynek odzyskał spokój i powędrował na północ.

Te dwie sesje mogą być przełomowe. W trendzie spadkowym ostatnia fala powinna mieć ostry, stromy charakter. To widać na wykresie MIDWIG. Rynek cierpi na chroniczny niedobór gotówki. Skoro jednak nie ma zagranicy, to co robią OFE, które dostały w czerwcu przeszło 700 mln? Jak długo będą się wstrzymywać z zakupami? Przy tak niskim wolumenie byle gotówka może rozpocząć falę hossy. W piątek obrót WIG20 wyniósł 240 mln, ale jest to wynik zamykania pozycji arbitrażowych. Gdyby nie to, byłby znacznie niższy. Dodajmy, że rynek sprawił nam niespodziankę - rosnąc w dniu wygasania serii czerwcowej. Tak więc ktoś cierpliwie czekał na podaż arbitrażystów, po to by dokonać zakupów. Jeszcze coś - w czwartek był nów, a to często odwraca trend.