W połowie miesiąca nasz rynek utracił korelację z amerykańskim parkietem. Za oceanem rozpoczęło się dynamiczne odreagowanie, łamiące linie trendu spadkowego, a nasz rynek cały ten czas spędził albo w konsolidacji, albo w walce o powstrzymanie spadku na majowym minimum. Powodów można szukać oczywiście tysiące, począwszy od polityki, poprzez czynniki techniczne (wybicie z kanału), a na strachu przed wygasaniem kontraktów kończąc. To ostatnie, ze względu na niską płynność GPW i tradycję utrzymywania zbyt dużej bazy przez większość miesięcy, naraża nasz rynek w ostatnich dniach żywotności serii kontraktów na dodatkową bezlitosną podaż akcji arbitrażystów.

Teraz jednak kontrakty już wygasły, a w polityce wszystko jasne, przynajmniej dla mnie. Wcześniej pisałem, że znaczenie czwartkowego głosowania jest trochę przesadzone, a do tego doszło teraz duże prawdopodobieństwo jego pozytywnego (dla Belki) wyniku. Skoro tak, to będą powoli znikać czynniki tak silnie odróżniające nas od zachodnich parkietów. Może już nawet w najbliższym tygodniu.

W takim układzie powinniśmy zacząć nadrabiać ostatni dystans (to bardzo subiektywna ocena, ze względu na dowolność uwzględnianego okresu) do amerykańskich rynków. Oczywiście założenie, że to my będziemy gonić w górę nie musi okazać się tutaj prawdziwe. Możliwe, że będziemy po prostu wolniej spadać. Patrząc jednak na nastroje rynkowe byłbym za scenariuszem, że utrzymujące się na naszym rynku niedźwiedzie opinie (Wigometr - 27% byki, 47% niedźwiedzie) pozwolą na polityczne bycze uderzenie wyprzedzające, a z kolei USA błyskawicznie powracające do ekstremalnego optymizmu (Investors Intelligence 55% byków, 17,5% niedźwiedzi - porównanie tylko do początku roku) co najwyżej poczeka na nas na obecnych poziomach.