Wczorajsza sesja przebiegała na GPW zgoła wakacyjnie i beztrosko - obroty w notowaniach ciągłych wyniosły 190 mln zł, a wzrost w ostatnich 30 minutach blisko 30 punktów. Jeśli rynek przetoczy się przez całe wakacje w tym stylu, to twardy orzech do zgryzienia będą mieli inwestorzy... Zbyt wiele w handlu przypadkowości i ustawiania cen na rynku kasowym pod kontrakty, a zdecydowanie zbyt mało dużych kapitałów i wiarygodnych trendów. Ale taka już specyfika polskiego rynku, szczególnie w wakacje.
Niestety, nie wydaje się, żeby przez najbliższy miesiąc doszło na rynku do zmiany jakościowej. Marazm i brak trendu są nieodłączną częścią rynku, lecz trudno je komentować. I chociaż sesja zakończyła się ładnym wzrostem (w ujęciu procentowym), to o kontynuację tego ruchu, przy tak sztucznych zmianach na rynku, będzie bardzo trudno.
Rynki zagraniczne przygotowują się do posiedzenia FOMC, i do tego czasu raczej wiele dziać się nie będzie. Jednocześnie ostatnie dane o wpływach kapitału do funduszy amerykańskich sugerują, że coraz powszechniejsze jest przekonanie co do letniej hossy. A to może zostać wykorzystane przez "szybkie" kapitały do zajmowania pozycji na rynku wcześniej, czyli na najbliższych sesjach. Nasza korelacja z Zachodem do czwartku będzie jednak ograniczona, na pierwszym planie mamy bowiem głosowanie nad wotum zaufania dla rządu Marka Belki. I tu upatrywałbym przyczyny kontynuacji obecnej korekty (szanse rządu po ostatnich wypowiedziach SdPl znacznie rosną), ale chyba właśnie w takim stylu jak wczoraj. Czyli bez przekonania, błysku, kapitałów i z marnymi widokami na przedłużenie tej fali. Właściwie, czego można się bowiem spodziewać po tym rządzie? To przecież rząd na dotrwanie do powakacyjnych terminów wyborów. I, moim zdaniem, na GPW niczego więcej niż krótkiej ulgi nie można się spodziewać.
Zwróć uwagę:
Lubawa - po wczorajszej sesji jest szansa na wybicie z trendu bocznego.