Chińsko-amerykańskie waśnie w polityce handlowej zaogniły się za sprawą trwającej właśnie wizyty za Wielkim Murem sekretarza handlu USA Donalda Evansa. Jej celem jest promocja amerykańskiego eksportu. Evans próbuje w ten sposób powstrzymać krytykę ze strony krajowych przedsiębiorców, którzy twierdzą, że szybko rosnący deficyt USA w handlu z Chinami szkodzi gospodarce.
Chińczycy wykorzystali wizytę gościa, by wygłosić, co im się nie podoba w stosunkach z Amerykanami. - Strona chińska uważa, że kiedy tylko pojawiają się jakieś niesnaski czy niejasności, powinny być rozwiązywane w drodze negocjacji, a nie poprzez natychmiastowe nakładanie ceł antydumpingowych - oświadczyła wczoraj rzecznik ministerstwa handlu Zhang Qiyue.
Przed tygodniem karne cła dotknęły w USA kolejną grupę chińskich produktów, tym razem meble. Chińczycy stosują jednak podobne metody. Parę dni wcześniej obłożyli cłami import z USA światłowodów. Wczoraj w Chinach D. Evans stwierdził, że ta decyzja była niezgodna z wytycznymi Światowej Organizacji Handlu.
Lista zarzutów Evansa pod adresem Chin jest jednak znacznie dłuższa. - Uważamy, że bardzo istotne jest przyjęcie płynnego, opartego na rynku mechanizmu kursowego - powtórzył pojawiające się od długiego czasu nawoływania Chin do uwolnienia juana, sztywno powiązanego z dolarem od blisko 10 lat.
Sekretarz handlu poruszył też problem łamania praw własności intelektualnej. Sprawa staje się coraz ważniejsza, bo nie chodzi już o podrabiane podkoszulki czy zegarki. General Motors zarzucił niedawno jednemu z chińskich producentów aut skopiowanie projektu Chevroleta Sparka.