Wyniki świadczą, że bancassurance, czyli współpraca banków i ubezpieczycieli przy sprzedaży produktów, wreszcie zaczęła w Polsce przynosić widoczne efekty. Po kilku latach ględzenia o korzyściach, jakie mogą płynąć z takiej kooperacji, część z firm zabrała się ostro do roboty. I słusznie, bo agenci sprzedający polisy życiowe przynieśli w ub.r. blisko 8,5% mniej składek, a majątkowe - 2,3% więcej. Jednak wzrost i tak był mniejszy niż odnotował cały rynek.
"Życiówka" w natarciu
Korzyści z bancassurance czerpią na razie prawie wyłącznie ubezpieczyciele życiowi. W ub.r. przychody ze sprzedaży polis indywidualnych w bankach wyniosły aż 655,8 mln zł, a z umów grupowych 38,8 mln zł. Dla porównania rok wcześniej łączna składka pozyskana poprzez kanał bankowy wyniosła 68,2 mln zł. Ubiegłoroczny wzrost to zasługa polis na życie i dożycie, które jako quasi lokaty umożliwiały uniknięcie 19-proc. podatku od zysków kapitałowych, oraz ubezpieczeń stanowiących zabezpieczenie kredytów i pożyczek. Liderami bancassurance są: Warta Vita, TUnŻ Europa, Nationwide, Cardif, Allianz Życie, FinLife i Gerling Życie.
Z danych nadzoru wynika także, że "życiowa ofensywa" objęła również tzw. inne kanały dystrybucji, czyli internet i telefon. W ub.r. ubezpieczyciele pozyskali w ten sposób 163,7 mln zł. Specjaliści, których prosiliśmy o skomentowanie tych danych, mają jednak wątpliwości co do ich rzetelności. Sprzedaż przez telefon prowadzą Cardif i CitiInsurance, ale na pewno nie uzyskały z tego kanału dystrybucji takich przychodów.
Mniej żywotny majątek