Po raz kolejny dane z amerykańskiego rynku pracy wywołały gwałtowne reakcje na rynkach finansowych. Kurs euro wobec dolara poszybował w pobliże 1,23 USD, czyli czerwcowego maksimum. Rentowność 10-letnich obligacji obniżyła się o ponad 10 pkt bazowych i była najniższa od końca kwietnia. Kłopot z jednoznaczną interpretacją danych miały rynki akcji. Z jednej strony, "ucieszyły się" z obniżki rynkowych stóp procentowych, z drugiej - dostały wyraźny znak, że w gospodarce coś znów zaczyna szwankować.
Już od pewnego czasu widać coraz mniejszy wpływ na wartość dolara dyskusji na temat przyszłej polityki monetarnej w USA. Inwestorzy na tym rynku są przekonani, że na zrównanie oprocentowania w Stanach Zjednoczonych i w Eurolandzie przyjdzie jeszcze trochę poczekać - skłonność do podnoszenia kosztów pieniądza jest w USA w dużym stopniu skorelowana z sytuacją na rynku pracy. Dochodzą też do wniosku, że gospodarka szczyt cyklu koniunkturalnego ma raczej za sobą, podczas gdy w odniesieniu do krajów strefy euro liczą na stopniowe ożywienie. Jednocześnie powracają obawy związane z nierównowagą fiskalną i na rachunku obrotów bieżących.
Rynek akcji w pewnym stopniu podziela te poglądy. Inwestorzy uważają, że ze względu na istniejące tendencje inflacyjne, kolejnych podwyżek stóp procentowych nie da się uniknąć. Jednocześnie wiedzą, że koniunktura giełdowa w dużym stopniu jest uzależniona od nastrojów Amerykanów, które determinują wysokość wpłat do funduszy inwestycyjnych. Wpływ na nie mają raczej medialne komentarze. Ich wydźwięk uzależniony jest raczej od tego, na ile pokrywają się z oczekiwaniami, a nie od rzeczywistego znaczenia. Rozczarowujące na pierwszy rzut oka dane z rynku pracy obiektywnie nie były takie złe - średnia wciąż rośnie.
Ważne będzie to, czy taką opinię podzielą inwestorzy z rynku papierów skarbowych. Po początkowym wzroście cen obligacji, poruszających się w przeciwną stronę niż rentowność, w dalszej części dnia zyski stopniowo się zmniejszały. W przeszłości rozpoczęcie cyklu zaostrzania polityki pieniężnej niewiele poprzedzało szczytową zdolność gospodarki do tworzenia nowych miejsc pracy. Oznaczało to raczej ustabilizowanie sytuacji, niż jej szybkie pogorszenie. O ile więc słaba sytuacja na rynku pracy może powstrzymywać przed dokonaniem podwyżki stóp, to w późniejszej fazie cyklu podnoszenia kosztów pieniądza większe znaczenie odgrywają oczekiwania inflacyjne. Potwierdzeniem takiej interpretacji byłoby dalsze ograniczenie wzrostu cen obligacji w drugiej połowie piątkowych notowań. Do 18.00 rentowność 10-latek odrobiła mniej więcej jedną trzecią początkowej straty i wynosiła 4,46%.
Decyzje Zarządu Rezerwy Federalnej w USA często wiążą się z sytuacją na rynku pracy i zdolnością gospodarki do tworzenia nowych etatów. Stąd te dane są pilnie śledzone nie tylko przez inwestorów giełdowych, ale też na rynku obligacji. Pomagają określić przyszłe zmiany w polityce pieniężnej. Choć piątkowe dane były gorsze od spodziewanych, to 6-miesięczna średnia zmiany liczby miejsc pracy po raz kolejny zwiększyła się, przeciętnie z 194 tys. miesięcznie do 211 tys.