Pecha ma nasz nowy premier Marek Belka. Prawie miesiąc trwały targi i przetargi o to, czy zostanie szefem rządu, czy nie. Jak już wygrał i wydawało się, że wszystko będzie ładnie-pięknie, to zaczęło lać.
Ktoś zapyta, co ma pogoda do premiera? Ano ma. Na wakacjach bowiem ludzie zazwyczaj nie oglądają telewizji (gazet i tak zwykle nie czytają również w domu). Leżą sobie na plaży albo na łące, odpoczywają, poprawia się im samopoczucie, więc po wakacjach nawet na rząd patrzą łagodniejszym okiem. Ale do tego konieczna jest dobra pogoda. Gdy leje, to letnicy są wściekli, że leje, że zamiast na Mazury czy nad Bałtyk, nie pojechali do ciepłych krajów, gdzie pogoda jest zawsze. A ponieważ leje, trzeba siedzieć w domu. Tam zwykle jakiś telewizor stoi. W rezultacie po takich mokrych wakacjach Polacy będą i źli, i dobrze zapoznają się z sytuacją w kraju.
Część na przykład dowie się, że górnicy, na których podatnicy zrzucili się po kilkaset złotych od łebka (czyli per capita), właśnie dostali podwyżki. Coś tam wybili, coś zdemolowali i od razu dostali kasę, choć źle nie zarabiają. Normalny człowiek, gdy widzi takie sceny, to dostaje białej gorączki. No bo w końcu jak to jest możliwe, że rząd lekką ręką daruje górnikom kilkanaście w sumie miliardów złotych i gdy wreszcie jest szansa, że górnicy oddadzą, to kończy się jedynie na wyższych płacach.
Już nie wspomnę, że po takich podwyżkach w górę pójdą wskaźniki wzrostu płac i Rada Polityki Pieniężnej będzie mieć argument za kolejnym podwyższeniem stóp. W efekcie - znowu zarobi grupka (jak na żywności), a zapłacą wszyscy.
Poza tym - jak się siedzi w domu, to czasem jakieś towarzyskie przyjęcie trzeba zrobić. A Polak po dwóch głębszych zwykle ma dwa tematy - futbol i polityka. Po meczach, które można było zobaczyć podczas Euro 2004, o polskiej piłce szkoda gadać, więc zostaje polityka.