Często moi kandydaci pytają mnie, czy to na pewno jest właściwy moment, aby odejść i zmienić pracodawcę? To rzeczywiście trudne pytanie. Jak mówi przysłowie, "wiadomo, co stracimy, nie wiadomo, co zyskamy". Poza tym, kiedy wszystko idzie dobrze, mamy mniej bodźców do zmiany i odwrotnie, kiedy wszystko zaczyna się walić, mamy mniej wiary w siebie potrzebnej do zmiany. Oto dwa przykłady:
1. "Uważam, że muszę zmienić pracę, ponieważ tracę czas. Nie mam ciągle pewnej strategicznej decyzji od swojego szefa, a długo już na nią czekam i moje CV traci przez to na wartości. Robiłem wszystko, co mogłem, a teraz wpadam w rutynę. Moi znajomi mówią mi, że jestem wart więcej, a teraz nie mam szansy, aby bardziej się wykazać. Jeśli mój szef z centrali firmy wciąż będzie zwlekać, to będę kojarzony z zatrzymaniem pozycji mojej firmy".
2. "Byłem zatrudniony do pewnych zadań rozwojowych. Po czterech miesiącach od mojego zatrudnienia zmieniły się strategie, a ja zostałem odcięty od jakiegokolwiek wpływu na nie. Praca nad budowaniem zaufania kilkusetosobowej załogi pójdzie na marne. Nie mogę spać, nie widzę dalszego sensu mojej pracy. Wolę pójść na zwolnienie, niż stracić twarz wobec moich kolegów. To doświadczenie przekonuje mnie o jednym, o czym poniekąd zawsze wiedziałem - nie akceptuję działania wbrew etyce mojego zawodu".
Kto ma odejść, a dla kogo lepiej będzie pozostać w firmie?
Mojemu pierwszemu kandydatowi doradziłem, żeby został i zaczął spokojnie się rozglądać. Jego obawy nie mają więcej podstaw oprócz tego, co osoby z zewnątrz mogą pomyśleć o nim. Przy swojej decyzji kieruje się kryteriami zewnętrznymi. Podkreślana przez niego rutyna nie przekonuje, ponieważ to on ma wpływ na to, w jaki sposób przeżyje każdy dzień w swojej pracy.