To, że na warszawskiej giełdzie nie ma wielu kupujących, widać od kilku tygodni. Nieporadne próby podciągnięcia kursów jak najmniejszym nakładem środków nie robiły dobrego wrażenia. Nic dziwnego, że WIG20 szybko powrócił poniżej 1700 pkt. Potwierdziło się, że wyjście ponad ten poziom nie było żadnym sygnałem kupna. Po wtorkowych notowaniach widać to wyraźnie. Jeszcze do wczoraj można było się łudzić, że byki zewrą szeregi i wykorzystają prawie zupełny brak podaży do ataku. Nic takiego nie nastąpiło i prawdopodobnie, w związku z kiepską w ostatnich dniach koniunkturą na zagranicznych parkietach, nie nastąpi. Teraz wszystko jest w rękach podaży. Pojawienie się większej liczby chętnych do sprzedaży w szybkim tempie zepchnie indeksy do majowych dołków. A wtedy dużo więcej atutów w rękach będą mieć niedźwiedzie.

Coraz bardziej przekonuję się, że na najważniejszych światowych parkietach, trwająca od pół roku konsolidacja jest wstępem do mocnej i zapewne gwałtownej przeceny. Na inwestorów nie działają już prognozy rekordowych zysków amerykańskich korporacji w II kwartale. Jest to zrozumiałe nie tylko ze względu na wysoki poziom obecnych cen, ale też wyraźnie rysujące się spowolnienie gospodarki USA. Kolejnym potwierdzeniem był wczorajszy indeks ISM. Sytuacja bardzo przypomina tę sprzed czterech lat. Kluczową różnicą jest to, że wtedy istniała możliwość stymulacji gospodarki coraz tańszym pieniądzem. Teraz przyjdzie się jej borykać z przeciwnym zjawiskiem.

Co do tego złudzeń nie pozostawia drożejąca ropa naftowa. Najbardziej prawdopodobnym wariantem jest przekroczenie przez jej cenę 40 USD za baryłkę, co zapewne zmrozi nie tylko rynek akcji, ale i obligacji. Przy tracącym na wartości dolarze tworzy się nam mieszanka iście wybuchowa.

Czy przy takim zagrożeniu możliwy jest wzrost popytu na polskie akcje i to w sytuacji, gdy wyniki za II kwartał niosą ze sobą sporą niewiadomą (w związku z umocnieniem złotego i wysokimi cenami materiałów do produkcji, na które wskazuje PPI)? Raczej nie. Można zatem założyć, że dalszy spadek kursów na świecie pobudzi na naszej giełdzie podaż i ponownie sprowadzi na nią mocniejszy spadek.