Komisja powołuje się na zarzuty sformułowane przez Allison Schieffelin, która pracowała w Morgan Stanley na stanowisku sprzedawcy obligacji. Ale przytacza też zeznania ponad 300 innych kobiet, które twierdzą, że były gorzej opłacane i rzadziej awansowane, niż mężczyźni pracujący w tej drugiej pod względem wielkości firmie maklerskiej na świecie. Innym czołowym domom maklerskim, np. Smith Barney i Merrill Lynch, zarzucano wcześniej tolerowanie molestowania seksualnego. Ale te oskarżenia sąd odrzucił z braku dowodów niewłaściwego postępowania.
EEOC kieruje zarzuty pod adresem Morgan Stanley od 2001 r. i od tego czasu odsetek kobiet zajmujących w tej firmie dyrektorskie stanowiska wzrósł z 14 do 19% - wynika z danych Securities Industry Association. Morgan Stanley nie udostępnia informacji na temat płci swoich dyrektorów, natomiast utrzymuje, że w ub.r. kobiety stanowiły 48% pracowników firmy zatrudnionych w Stanach Zjednoczonych. Dla porównania, w całej branży odsetek wynosi 37%.
Około 20 kobiet ma być przesłuchanych na okoliczność niezabierania ich na wycieczki przeznaczone tylko dla mężczyzn, w tym również na biurowe wypady do klubów striptisowych. W papierach złożonych w sądzie przez EEOC są też przykłady szorstkiego zachowania się wobec kobiet.
Morgan Stanley uzyskał zgodę sądu na włączenie do akt procesowych artykułu prasowego, wymieniającego tę firmę jako jedną ze "100 spółek najlepszych dla pracujących matek". Prawnicy banku będą też mogli przepytać panią Schieffelin na okoliczność jej życia osobistego, w tym również stosunków "intymnych".
- Dowody przedstawione w czasie procesu potwierdzą, że Morgan Stanley nagradza swoich pracowników za zasługi bez względu na płeć - powiedziała agencji Bloomberga rzeczniczka tej firmy Melissa Stonberg. - Jedną z podstawowych wartości, którymi kieruje się Morgan Stanley, jest zapobieganie jakiejkolwiek dyskryminacji w miejscu pracy - dodała.