Edwards rozpoczął karierę jako prywatny adwokat, specjalizujący się w skarżeniu z powództwa cywilnego wielkich korporacji. W latach 90. wygrał w ten sposób - drogą sądowych orzeczeń lub zawieranych umów - ponad 150 mln dolarów. Dzięki swojej przebojowości, stał się multimilionerem, ale jednocześnie jednym z wrogów korporacyjnej Ameryki. Szefowie spółek nie mogli bowiem darzyć sympatią człowieka, który udowadniał w procesach, że wielkie firmy celowo oszukują zwykłych Amerykanów. Mimo że Edwards już jako senator opowiadał się za wprowadzeniem limitów odszkodowań w procesach przeciwko dużym korporacjom, jest wciąż postrzegany jako zwolennik sądowych batalii z wielkimi firmami.

Jeszcze większy niepokój wzbudzają poglądy gospodarcze Edwardsa, uważanego na Wall Street za populistę. Podczas kampanii prawyborczej, w której demokraci wyłaniali kandydata na prezydenta, Edwards najdłużej stawiał opór swojemu obecnemu partnerowi Johnowi Kerry?emu. Jako główny temat kampanii obrał handel zagraniczny, rynek pracy oraz gospodarkę. Dał się poznać jako zagorzały przeciwnik Północnoamerykańskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (NAFTA) oraz opowiadał się za natychmiastowym zlikwidowaniem wprowadzonych przez administrację George?a W. Busha ulg podatkowych dla najbogatszych Amerykanów (zarabiających powyżej 200 tys. dolarów rocznie). Te poglądy musiały wzbudzić niepokój na Wall Street, gdzie tradycyjnie większą sympatią cieszą się kandydaci Partii Republikańskiej, uważani za przychylniej nastawionych do wielkiego biznesu. Na szczęście - komentowali w środę analitycy - kandydat na prezydenta senator Kerry popiera traktat NAFTA i opowiada się za likwidacją ulg powyżej wyższego poziomu - 240 tys. dolarów rocznie. I to on, a nie Edwards, będzie prezydentem USA w przypadku zwycięstwa demokratów.